Moment próby pokazuje kto jest Jego, a kto nie. Kto zbudował dom na skale, a kto na piasku. Przychodzi wichura (próba) i wtedy wiemy, kto jest naprawdę Jego, a kto myśli że jest Jego. Jest to dość ciężki temat dla każdego chrześcijanina lub dla każdej osoby, która uważa się za dziecko Boże. Nikt z nas nie chce być wystawiany na próbę przez Ojca. Wiemy doskonale, że Bóg potrafi złamać człowieka w najbardziej niespotykanej chwili. W chwili w której myślimy, że jesteśmy aż tak silni, że potrafimy góry przenosić, zapominamy jednocześnie że to Ojciec, a nie my ma w tym największy udział i to tylko dzięki Jego woli jest możliwe i stało się możliwe. Na tym właśnie polega oddawanie Bogu tego, co do Niego należy – prawo decyzji jako suwerena w każdej dziedzinie naszego życia, czy losów świata. Dlatego dziecko Boże nigdy nie będzie wystawiło swojego Pana na „pokuszenie”, w celu sprawdzenia swojej odporności i wytrwania na wszelkie Boże próby. Mamy jeszcze jedną grupę ludzi. Ludzi uważających sie za chrześcijan. Ludzi którzy świetnie sprawdzają się w roli kaznodziei, nauczyciela, przewodnika. Sprawdzają się, ale tylko w sprzyjających dla nich warunkach. Bez próby i zagrożenia z żadnej ze stron. Potrafią czasami głośno wołać i z wielkim przekonaniem głosić rzeczy w które wierzą. Pytanie dlaczego to robią?

Mamy kilka powodów, a co za tym idzie postaw:

  • 1. Własna pycha – uczucie bycia docenianym, słuchania miłych słów pod swoim adresem, zaspokajania
  • własnego ego, pokazania się przed ludźmi
  • 2. Wiara z niczego – brak prawdziwego nawrócenia, brak żalu za grzechy, brak pokory i upadku na kolana
  • 3. Wygodne życie – brak refleksji, wszystko zawdzięczam sobie, głoszę naukę Biblijną miłą dla ucha

Czy to przez uczestnictwo w nabożeństwach, czy przez chrzest. To nic nie znaczy. Ważny jest moment, gdy dowiadujesz się ile tak naprawdę jesteś wstanie oddać, aby Jego zyskać. Niestety wielu protestantów, uważa że jest Jego… do momentu próby. Wtedy wszystko staje się jasne. Czasami ataki przychodzą ze świata, czasami ataki przychodzą z samego środka.

O ile ataki z zewnątrz są do przewidzenia:

  • 1. Wyzwiska
  • 2. Zagrożenie utraty pracy
  • 3. Prześladowanie
  • 4. Zerwanie więzi z rodziną
  • 5. Śmierć

O tyle ataki z środka kościoła już nie. Bywa tak że spotykamy się z próbą naszej wiary w sytuacji, gdy Bóg sprawdza nasze oddanie, nasz fundament w najmniej oczekiwanej chwili. Atak może przyjść z samej góry „układu pokarmowego” hierarchia kościelnej. Nagle możesz stać się z głosiciela prawdy, zwierzyną łowną, na którą urządza sie polowanie. Polowanie polega na tym, że wszelkimi możliwymi sposobami, starają się zamknąć Ci usta, po to abyś czasami nie powiedział czegoś z czym wyżej postawieni w „ekosystemie kościelnictwa” się nie zgadzają. Dopóki – kiedy mówisz jak oni, wszystko jest dobrze. Gorzej jeżeli zaczniesz głosić coś zupełnie innego… A jeszcze gorzej jeżeli będziesz widział w tym oparcie w Biblii. Wtedy próba może być bolesna, bo nagle okaże się, że cały obraz jaki miałeś odnośnie swoich braci, swojego kościoła, swojej denominacji pęka jak bańka mydlana, i zastanawiasz się – kiedy do tego doszło? Prawda jest jednak taka, że to zawsze takie było. Od samego początku kiedy sie tam znalazłeś, to już tam siedziało i wgryzało się ze swoim kłamstwem. Dobry Bóg jednak otwiera oczy swoim dzieciom i nakazuje im mówić głośno i wyraźnie jaka jest prawda Biblijna. I wtedy przychodzi moment w którym dokonujesz wyboru. Albo przyznajesz sie do Chrystusa i prawdy płynącej ze Słowa, albo idziesz na układy i pozwalasz aby prawda były przyćmiona. Pozwalasz na to, aby w imię pokoju, zachowania relacji i wypicia herbaty raz w tygodniu – prawda została zdeptana. Czy to jest dziecko Boże? Dziecko Boże za które oddał swoje życie na krzyżu jego Odkupiciel? Próby są bolesne. Niestety wtedy często wychodzi kto jest Jego a kto nie.

Albert Martin kiedyś powiedział:

Chcę żebyś w tamtym dniu… Kiedy będziesz stał ze mną przed Sędzią Świata, aby powiedział Ci:

– „Podejdź błogosławiony”

Nie chcę patrzeć na Ciebie stojącego tam i wołającego:

– „Panie, Panie, Panie! Panie przyznawałem się do Ciebie na Ziemi! Przyznawałem się do Ciebie przed innymi! Przyznawałem się do Ciebie przed Kościołem! Przyznawałem się do Ciebie na spotkaniach modlitewnych! I Panie, teraz Panie… czy nie czyniłem tego? czy nie czyniłem tamtego?”

Nie chcę żeby On powiedział:

– „Idź precz ode Mnie, nigdy Cię nie znałem pracowniku nikczemności! Nigdy nie zostałeś uczyniony wykonawcą woli Bożej Nauczyłeś się wiele i nauczyłeś się co powiedzieć wystarczająco odpowiednio na Ziemi, by być zaakceptowanym. Ale teraz nadszedł Dzień Sądu… i prawda wyszła na jaw”

Albert Martin