Argument katolicki: Pan Jezus powierzył Piotrowi klucze związywania i rozwiązywania, co oznacza także prawo do orzekania doktryn: 

Mt 16:19
I tobie dam klucze królestwa niebieskiego;  cokolwiek zwiążesz na ziemi,
będzie związane w niebie, a co rozwiążesz na  ziemi, będzie rozwiązane w
niebie.
W Księdze Izajasza 22:22 czytamy o Eliakimie, który miał klucz do domu Dawida i miał obowiązek otwierać go rano, a zamykać wieczorem. Jego powołaniem była zatem służba, dzięki której inni mieli dostęp do oblicza króla. Oczywiście, słowa z Mt 16:19 skierowane są do Piotra. W dzień Pięćdziesiątnicy Piotr, sługa Domu Dawida, otworzył drzwi Królestwa dla 3 tysięcy Żydów (Dz 2:41), a później: dla pierwszych pogan, poprzez zwiastowanie ewangelii i świadectwo (Dz 10:15:14).
Argument katolicki: Katolicka Tradycja osadzona jest na prymacie papieża, jako następcy Piotra. - dom Piotra jest pierwszym z domów apostolskich nawiedzonych  przezChrystusa (Mk 1,29).- z jego łodzi naucza (Łk 5,2-3)- jemu nakazuje ponawianie "połowu" ludzi (Łk 5,4-5.9-10)- jego najczęściej poucza i sprawdza, przygotowując go do  pasterzowania(Mt 14,29; 26,34-35; Łk 5,4-5)- do niego zwraca się mówiąc o Kościele, nazywając go Jego opoką  (Mt16,18)- on otrzymuje klucze Królestwa (Mt 16,19)- jemu nakazuje utwierdzanie braci w wierze i za niego szczególnie  sięmodli (Łk 22,32)- jemu pierwszemu ukazuje się zmartwychwstały (1 Kor 15,5; Łk  24,34)
- jemu zmienia imię (Mt 16,18)- do niego zwraca się mówiąc o Kościele, nazywając go Jego opoką  (Mt16,18). Itd. 
Racja, ale jak z tych prawd wyprowadzić wniosek o prymacie Piotra, przechodzącym na sukcesorów? Bo to trzeba byłoby udowodnić.
Należy też coś uściślić. Nikt z protestantów nie wątpi, że Piotr był kimś wyjątkowym dla pierwotnego Kościoła. Znal Chrystusa osobiście i bez wątpienia był przez Niego wielokrotnie wyróżniany jako przyszły przywódca i pasterz. Dyskusja toczy się o to, czy był papieżem w rozumieniu współczesnej doktryny KK i czy jego prymat przechodził na następców.
Odnośnie zmiany imienia – Bóg zmienił je także Jakubowi i Abrahamowi. Czy i oni byli papieżami?
Odnośnie nazwania Piotra opoką. Pan nazywa go petros, czyli skalą, głazem. Niektórzy sądzą, że został tak nazwany ze względu na uznanie w Jezusie Mesjasza i ze tak naprawdę to nie Piotr, ale jego wyznanie jest tą skałą. Zobaczmy, co katolicka tradycja mówi o Mt 16:18:

  • Św.Cyryl w swej czwartej księdze o Trójcy napisał: „Ja wierzę, że przez tę opokę musimy rozumieć niechwiejną wiarę apostołów”.
  • Św Hilary, biskup Poitierski, w swej drugiej książce o Trójcy powiedział: „Owa opoka /petra/ jest to błogosławione wyznanie wiary, wypowiedziane przez św. Piotra”. A w szóstej książce o Trójcy oświadczył: „Na tej opoce wyznania wiary, Kościół jest zbudowany”.
  • Św.Jerome, w szóstej książce o św.Mateuszu, tez powiedział: „Bóg ufundował swój Kościół na opoce i od tej opoki apostoł Piotr otrzymał swoje imię”.
  • Po nim św. Chryzstom powiedział w swoim 53 kazaniu o Mateuszu: „Na tej opoce zbuduję Kościół mój – to znaczy, na wierze w to wyznanie”. A co było tym wyznaniem apostoła? Było nim: „Tyś jest Chrystus, Syn Boga żywego”.
  • Św.Ambrozy, arcybiskup z Milanu, w swoim komentarzu do Listu do Efezjan, a także św Bazyl Seleceński i wszyscy ojcowie Synodu Chalcedońskiego uczą tak samo.
  • Ze wszystkich doktorów wczesnego chrześcijaństwa, św.Augustyn zajmuje najprzedniejsze miejsce. W swojej drugiej rozprawie o 1 Liście Jana napisał: „Co znaczą słowa: Na tej opoce zbuduje Kościół mój? Znaczą: na tej wierze, na tym, co Piotr powiedział: Tyś jest Chrystus, Syn Boga żywego”. W jego opisie o św.Janie znajdujemy znamienne oświadczenie: „Tą opoką, na której Kościół miał być zbudowany, jest sam Chrystus”. W swoim 13 kazaniu tak napisał: „Tys jest Piotr i na opoce /petra/, którą wyznałeś, na opoce, którą znałeś, mówiąc: Tyś jest Chrystus, Syn Boga żywego, Ja zbuduje swój Kościół; zbuduję go wiec na Sobie, a nie Siebie na tobie”.
Jestem skłonny potraktować powyższe wypowiedzi Ojców jako omylne komentarze, a nawet (wbrew tradycji!) zgodzić się z katolikami, że to nie wyznanie Piotra, ale sam Piotr został nazwany skałą. Skała stanowi silny fundament dla stawianego na nim budynku i dokładnie tym był Piotr dla wczesnego Kościoła. Czytamy też, że Kościół został zbudowany na fundamencie apostołów i proroków (Ef 2:20). Dobrym fundamentem jest także nasza wiara (Jud 1:20), ale przede wszystkim – sam Jezus Chrystus (1 Kor 3:11). W innym miejscu czytamy: „Jakub, Kefas i Jan, uważani (gr. doke’o) za filary (…)”. Ciekawe jest słówko „doke’o”, które oznacza: „mniemać, sądzić, przypuszczać, zdawać się”. Pierwotny Kościół zatem nie tyle wiedział, że Piotr jest filarem, ale mniemał, sądził, że Piotr nim jest. Gdyby Chrystus wyraźnie uczynił ich filarami, byłoby tam napisane: „Jakub, Kefas i Jan, filary Kościoła”. Mamy tu zatem dysonans pomiędzy tym, co Kościół wie, a co przypuszcza. Mniemać każdemu wolno. Zgadzam się zatem, że Pan przekazał Piotrowi pasterzowanie (J 21:15-17). Należy jednakże pamiętać o tym, że kapłanom i królom z czasów ST także została powierzona trzoda Izraela, którą mieli się opiekować, jak pasterz owcami. A jednak ci wybrani pasterze zbłądzili (Jr 13:13-20). Do powrotu do prawdy nawoływali prorocy, którzy nie byli ani kapłanami, ani królami. Nie ma żadnego związku przyczynowo – skutkowego pomiędzy powierzeniem Piotrowi pasterzowania, a sukcesją, a już na pewno nie ma tu żadnej gwarancji, ze następcy Piotra nie zbłądzą.
Argument katolicki: Pan Jezus zlecił Apostołom nauczanie, aż do  skończenia świata. Nadał im też władzę związywania i rozwiązywania. Jest rzeczą oczywistą, że nauczanie i posługi nie mogły się skończyć z chwilą śmierci Apostołów, bo nie nastąpił z chwilą ich śmierci koniec świata. Naturalną koleją rzeczy owe funkcje po Apostołach przejmowali inni, na których nakładano ręce. W taki sposób następuje  kontynuacja posłannictwa Apostołów po ich śmierci, która będzie  trwała właśnie do skończenia świata.
Z Biblii nie wynika, jakoby apostolska misja nauczania miała być przekazana jakimś sukcesorom. Paweł nauczał, chociaż nie był sukcesorem. Otrzymał indywidualne powołanie. Tymoteusza wybrano na nauczyciela (głowę kościoła w Efezie) na mocy postanowienia starszych efeskich, a nie na mocy przekazania mu sukcesji apostolskiej. Gdy czytamy list do Koryntian, to dowiadujemy się, ze Bóg w danej społeczności wzbudza nauczycieli na podstawie przydziału darów (1 Kor 14:26), a nie poprzez sukcesję. Obok daru nauczania, mowa tam o darze śpiewania hymnów oraz o darze języków. Chyba katolicy nie sądzą, że także dar śpiewania hymnów jest przekazywany poprzez sukcesję? W Liście do Kolosan słyszymy nakaz, skierowany do WSZYSTKICH wiernych w Kolosach – aby się wzajemnie nauczali. Tym, co sprawia, ze mogą się wzajemnie nauczać i mają do tego autorytet, jest Słowo Chrystusa, a nie sukcesja (Kol 3:16, por 2 Tm 3:16). A to, ze w nowych społecznościach biskupi byli wybierani przez apostołów, jest raczej oczywiste. Przy wyborze apostołowie kierowali się konkretnymi zasadami. Lecz kiedy te zasady były już wszystkim znane, nie musieli sami dokonywać wyborów (1 Tm 3:2-5).
Ale przecież Tertulian (żyjący w latach 160 - 220) w dziele "Sprzeciw wobec heretyków" potwierdził istnienie sukcesji, gdy napisał: 
"Podajcie początek waszych Kościołów i ukażcie nieprzerwalny  szereg waszych biskupów, iżby pierwszy biskup jednego z Apostołów lub  mężów apostolskich miał za przewodnika, albowiem w ten sposób  dopiero apostolskie Kościoły mogą wykazać swe pochodzenie i  początek".
Tertulian napisał również, że wiara apostolska zmusza nas do wyznawania, że Jezus nie jest Bogiem. To dowód na to, jak mizernie po śmierci apostołów wyglądała wykładnia nauki apostolskiej. To, co wymyślali pisarze chrześcijańscy, żyjący po śmierci apostołów, to były tylko omylne komentarze do nauki apostolskiej, które, jeśli zostały przyjmowane jako dogmat, dawały początek wielu, sprzecznym ze sobą, tradycjom.
Argument katolicki: W samej Biblii czytamy: 

To przede wszystkim miejcie na uwadze, że  żadne proroctwo Pisma nie jest dla prywatnego wyjaśniania. (1 P 1:20) 
W tym argumencie widzę pewien postęp katolickich apologetów – ponieważ odwołują się tu do argumentu zewnętrznego (Biblii), a nie li tylko do swojej własnej doktryny. Należy zauważyć, że argumentum ad absurdum jest próba dowodzenia wiarygodności nauczania Kościoła poprzez odwoływanie się do… nauczania Kościoła. To niczym próba dowodzenia wiarygodności astrologii poprzez odwoływanie się do horoskopów. W logice taki błąd nazywa się argumentum ad infinitum, czyli argumentacja z regresem do nieskończoności. Dlaczego o tym piszę? Ponieważ katoliccy apologeci często przypominają, że Pismo Święte należy interpretować poprzez pryzmat nauczania Kościoła. A skąd wiedzą, ze tak właśnie należy je interpretować? Bo tak naucza Kościół… W 1 P 1:20 mowa jest o “proroctwie Pisma”, a nie o Biblii jako takiej. Chodzi zaś konkretnie o proroctwo o powtórnym przyjściu Pana Jezusa (wersety 16-19), które jest pewne i potwierdzone, w przeciwieństwie do proroctw fałszywych. Fałszywi prorocy powoływali się na rzekome objawienia, a następnie sami je interpretowali i podawali do wierzenia, wprowadzając przez to w błąd wierzących (por. cały 2 rozdział). Ich proroctwa nie były potwierdzone, np. przez znaki albo cuda. Dosłownie nasz tekst w grece znaczy coś innego, niż sugeruje to tekst Biblii Tysiąclecia. Prawidłowo oddał go inny katolicki biblista, ks. Popowski, w swoim przekładzie Nowego Testamentu:
„(…) żadne proroctwo Pisma nie powstaje z prywatnej wypowiedzi”.
I dopiero taki przekład współgra z wersetem 21 i z kontekstem, który jest aluzją do proroctw fałszywych.
Argument katolicki: Pismo św. jest księgą Kościoła. Konstruowanie teologii w świetle "czystego słowa Bożego" rodzi kolejne interpretacje i kolejne podziały wewnątrz wielkiej rodziny protestanckiej.  
Uściślijmy. Do poprawnej interpretacji Biblii potrzebna jest wiedza fachowa – np. znajomość środowiska historyczno – kulturowego oraz języków oryginalnych, a nie “sama Biblia” (w znaczeniu: oderwana od środowiska, w jakim powstała).
Katechizm Kościoła katolickiego naucza, ze normatywne objawienie zakończyło się z chwilą śmierci ostatniego z apostołów (Jana). Ciężko się z tym nie zgodzić. A skoro tak, to w takim razie to wszystko, co nie było treścią apostolskiego przepowiadania, nie jest także ani treścią Tradycji, ani częścią chrześcijańskiej doktryny. Zatem jeśli ktoś uważa, że coś, czego nie znajdujemy w Piśmie, należało do Tradycji, głoszonej przez apostołów, musi tego dowieźć. Należałoby odwołać się do dowodów natury prawnej (kroniki, zapiski, dzienniki apostołów, względnie zapiski naocznych świadków), bo inne dowody maja wartość jedynie sofistyczną.
W rzeczy zasadniczej (kiedy ustało Boże objawienie) katolicy i protestanci mówią jednym głosem: Cala tradycja apostolska, a więc wszystko, czego nauczali apostołowie w zakresie wiary i moralności, a co było pierwotnie przekazywane ustnie, wchodzi w zakres chrześcijańskiej Tradycji. Problem w tym, że katoliccy apologeci dokonują dość niebezpiecznej ekstrapolacji, twierdząc, zupełnie bezzasadnie, ze skoro istniała ustna tradycja w czasie życia apostołów, to musi istnieć ona i obecnie. Różnica jest taka, że:
  1. Wtedy żyli jeszcze apostołowie, którzy weryfikowali ewentualne błędy w przekazach ustnych, a takowe się pojawiały (wielokrotnie wspomina o tym Paweł w swoich listach);
  2. Były to czasy objawienia, które zakończyły się wraz ze śmiercią ostatniego z apostołów. Był to zatem okres, w którym nie istniała ostatecznie uformowana i spisana nauka apostolska.
Gdyby jednak nawet uznać, że istnieje jakaś tradycja apostolska, alternatywna do tej, która została spisana w Nowym Testamencie, to gdzie ją znaleźć? Czy jakikolwiek apologeta katolicki jest w stanie podać choć jedną prawdę, głoszoną przez apostołów, której nie ma w Biblii, a która jest potwierdzona dowodami natury prawnej? Warto byłoby dotrzeć do stosownych źródeł, upublicznić je i dać je także nam, protestantom, do wierzenia, ponieważ podzielamy wraz z katolikami pogląd, że nauka apostolska jest nieomylna, autorytatywna i ostateczna (por. Lk 10:16).
Lecz choćbyśmy nawet my albo anioł z nieba głosił wam ewangelię [inną] od tej, którą wam głosiliśmy, niech będzie przeklęty. [9]. Jak powiedzieliśmy przedtem, tak i teraz znowu mówię: Gdyby wam ktoś głosił ewangelię [inną] od tej, którą przyjęliście, niech będzie przeklęty. /Ga 1:8-9/
To wszystko zaś, bracia, odniosłem do samego siebie i do Apollosa ze względu na was, abyście się nauczyli na naszym przykładzie nie wykraczać ponad to, co jest napisane, żeby jeden nie pysznił się drugim przeciw innemu. /1Kor 4:6/
Umiłowani, podejmując usilne starania, aby pisać wam o wspólnym zbawieniu, uznałem za konieczne napisać do was i zachęcić do walki o wiarę raz przekazaną świętym. /Jud 1:3/
Wracając do argumentu o podziale wewnątrz protestantyzmu:
  1. W Ef 1:22 występuje greckie słowo ekklesia, które dosłownie oznacza zebranie, zgromadzenie. To, ze Chrystus jest głową każdego chrześcijańskiego zgromadzenia, chyba nikogo nie dziwi, bo sam powiedział, że „gdzie są dwaj lub trzej zgromadzeni w imię moje, tam jestem pośród nich”.
  2. Poruszamy tu dość trudny problem: Kościół a kościoły (Zgromadzenie a zgromadzenia). Ekklesii mamy w NT wiele (por. 1 Kor 4:17; 7:17; 11:16). Gdyby nawet przyjąć, że oprócz licznych ekklesii, istnieje tez jakaś jedna, Wielka Ekklesia, to należałoby zapytać o jej spoiwo: (1) Czy ona istnieje pomimo licznych podziałów, stwarzanych przez człowieka – jako suma wszystkich “małych ekklesii” (wszystkich chrześcijańskich zgromadzeń, wspólnot), (2) czy może jest to twór o charakterze organizacyjnym, a liczne zgromadzenia chrześcijańskie o tyle są prawdziwymi ekklesiami, o ile są częścią tej wielkiej organizacji. Przed Soborem Watykańskim II KK nauczał tej drugiej opcji (Wielka Ekklesia manifestuje się wyłącznie w Kościele katolickim, a inne chrześcijańskie zgromadzenia, aby być ekklesiami, muszą przyłączyć się do tej jednej, jedynej Wielkej Ekklesii). Na Soborze przedefiniowano ten paradygmat. Odtąd naucza się, ze choć Wielka Ekklesia jest jedna i w pełni manifestuje się wyłącznie w KK, to jednak inne ekklesie, będące poza widocznym organizmem KK, należą do tej Wielkiej Ekklesii, ale nie w pełni (tzw. nauka o kręgach przynależności). Protestanci z kolei nauczają, że Kościół Pana Jezusa (tzw. Wielka Ekklesia) istnieje pomimo licznych podziałów, stwarzanych przez człowieka – jako suma wszystkich “małych ekklesii”. Protestanci nie znajdują w Biblii ani przedsoborowej nauki (o jednej Organizacji, zwanej Kościołem), ani posoborowej (o kręgach przynależności) i nauczają, że każdy, kto narodził się na nowo i przyłączył się do jakiejkolwiek ekklesii chrześcijańskiej (nawet tak skrzywionej doktrynalnie, jak wspólnota w Koryncie), należy w takim samym stopniu do jednej Wielkiej Ekklesii, co członek społeczności, zdrowej doktrynalnie.
Gdy zapyta się katolickiego apologetę, czym jest owa "Tradycja" i czy mówiąc o niej, mają na myśli wszystko, co napisali Ojcowie Apostolscy, Ojcowie Kościoła, święci, a także co orzekły sobory i papieże, a jeśli nie, to w jaki sposób orzekają, co jest Tradycją, a co nią nie jest, pada najczęściej odpowiedź:

My tego nie orzekamy. Czyni to za nas Urząd Nauczycielski Kościoła.  
Rodzi się zatem pytanie: Czy możliwe, aby w danej chwili dana teza (prawda) została uznana przez Urząd Nauczycielski Kościoła (dalej: UNK) za część Tradycji, po latach jednak UNK orzekłby, ze teza ta częścią Tradycji już nie jest? Przypominałoby to praktyki Towarzystwa Strażnica. Ale żeby nie być gołosłownym, podam przykład. Współczesna teologia katolicka naucza, że wszyscy wyznawcy Chrystusa, także protestanci i prawosławni, przez wiarę i chrzest należą do jednej rodziny chrześcijańskiej i przysługuje im zaszczytne miano braci w wierze. Naucza tego chociażby Sobór Watykański II w „Unitatis Redintegratio”, w Konstytucji Dogmatycznej o Kościele, jak również papież Jan Paweł II w encyklice „Ut unum sint”. A teraz o tym, czego nauczano przed Soborem i co podnoszono do rangi dogmatu (sic!):
Bonifacy VIII: Bulla „Unam sanctam” (1302): „Wiara skłania nas do utrzymywania i wyznawania, że jest jeden Kościół, święty, katolicki i apostolski. My w niego wierzymy mocno i tę wiarę bez zastrzeżenia wyznajemy. Poza nim nie ma zbawienia ani odpuszczenia grzechów (…) Toteż oznajmiamy, określamy i ogłaszamy, że posłuszeństwo Biskupowi Rzymskiemu jest konieczne dla osiągnięcia zbawienia”.
Leon X: Bulla „Pastor aeternus” (1516), str.63: „Ponieważ konieczne jest do zbawienia, aby wszyscy wyznawcy Chrystusa byli poddani Rzymskiemu Pasterzowi, jak o tym wiemy z Pisma św. i z nauki świętych Ojców oraz z ogłoszenia konstytucji „Unam Sanctam” Poprzednika Naszego błogosławionej pamięci papieża Bonifacego VIII… wznawiamy i zatwierdzamy tę konstytucję w obliczu świętego soboru”. Podobne tezy przedstawiają inne dokumenty Kościoła (zainteresowani znajdą je np. w Breviarium Fidei), np.:
  • XVII Sobór Powszechny we Florencji (1438-1445), Dekret dla jakobitów (1442).
  • Pius IX: Mowa konsystorialna „Singulari quadam” (1854).
  • Pius XII: Encyklika „Mystici Corporis Christi” (1943).
  • Sw. Officium: List do abpa Bostonu Cushinga (1949).
Czy zatem katolicka Tradycja może się mylić? Czy Bonifacy pomylił się, ogłaszając, oznajmiając i określając, „że posłuszeństwo Biskupowi Rzymskiemu jest konieczne dla osiągnięcia zbawienia”?
Argument katolicki: Nośnikiem nieomylnej Tradycji z początków chrześcijaństwa są dla nas pisma Ojców Apostolskich oraz Ojców Kościoła, a także orzeczenia pierwszych soborów. Protestanci ignorują nawet tak rozumianą Tradycję, twierdząc, że Sola Scriptura pozwala im oderwać się od tego, w co wierzyli pierwsi chrześcijanie i interpretować Biblię bez odwoływania się do uczniów apostolskich i ich następców. 
Jeśli ktoś stawia tezę, że WSZYSCY Ojcowie Apostolscy i Ojcowie Kościoła są autorytetami we WSZYSTKIM, czego nauczali, to wykazanie, że CHOCIAŻ RAZ jakikolwiek z Ojców się pomylił, jest oczywistym obaleniem postawionej tezy. Katolicy ostrożni są w stawianiu takiej tezy – bo wiedzą, że nauczanie Ojców Apostolskich i Ojców Kościoła nie zawsze były spójne. Lecz jeśli nie tak brzmi teza podstawowa, to jak? Że CZĘSTO się nie mylili, a może: że PRZEWAŻNIE się nie mylili? Z tą ostatnią tezą zgodziłoby się pewnie wielu protestantów. Musi jednak istnieć jakaś zasada, weryfikująca poprawność nauczania Ojców, skoro czasem się mylili, a czasem nie.
Katolicy w tym momencie często argumentują na zasadzie błędnego koła. Czasem piszą, że tym, co weryfikuje nauczanie Ojców, jest doktryna Kościoła (nauczanie papieży i soborów), a czasem nauczanie papieży i soborów próbują weryfikować nauczaniem Ojców. Jeśli A uzasadnia się na podstawie B, to B nie może już służyć jako podstawa do uzasadniania A (bo wtedy mamy regres do nieskończoności – to jedna z podstawowych zasad logiki).
Argument katolicki: Ale przecież to, co nie było spisane, dalej było przekazywane
przez Ojców  Apostolskich (uczniów Apostołów) kolejnym pokoleniom. Np. uczniem św.  Jana Apostoła był św. Polikarp, a jego z kolei - św. Ireneusz. Mówiąc o nieomylnej Tradycji, nie wolno zapominać o sukcesji.  
W powyższym argumencie tradycją nazwane jest to, czego apostołowie uczyli, chociaż tego nie spisali. O tym już pisałem, ale powtórzę. Tezę o istnieniu jakiejś pozabiblijnej nauki apostolskiej, czyli takiej, która była przez apostołów nauczana, ale która nie została spisana w Nowym Testamencie, należy zweryfikować metodami prawno – historycznymi. Muszą istnieć choćby zapiski naocznych świadków nauczania apostołów.
Trzeba pamiętać, że apostołowie wychowali się w atmosferze, przepojonej Słowem Bożym – jako jedynym, obiektywnym nośnikiem objawienia. Nie przez przypadek Łukasz napisał o Berejczykach, ze „byli szlachetniejszego usposobienia niż owi w Tesalonice; przyjęli oni Słowo z całą gotowością i codziennie badali Pisma, czy tak się rzeczy mają” (Dz 17:11). Nie przez przypadek Paweł zostawił młodemu biskupowi polecenie, aby badał Pisma Święte, ponieważ są one „natchnione i pożyteczne do nauki, do wykrywania błędów, do poprawy, do wychowywania w sprawiedliwości” (2 Tm 3:15-16). Tymoteusz miał trwać „w tym, czego się nauczyłeś i co ci zawierzono, bo wiesz, od kogo się nauczyłeś. Od lat bowiem niemowlęcych znasz Pisma święte” (2 Tm 3:14).
Nikt chyba nie chce polemizować z tezą, że słowo pisane jest wierniejszym świadkiem, niż słowo mówione? Gdyby słowo mówione było równie dobrym świadkiem, co słowo pisane, nie musiałaby istnieć archeologia i nigdy nie pojawiłaby się polemika o wiarygodności tradycji. Są dowody na to, ze wg Pawła kobieta nie powinna się modlić z odkrytą głową (1 Kor 11:5n), nie ma zaś żadnych dowodów na to, że wg Pawła Maria była bez grzechu. Dziwne, ze Paweł, wychowany w tradycji kultu dla Słowa Bożego (SŁOWA PISANEGO!), przekazał nam na piśmie dość mało istotną naukę o nakrywaniu głów niewiast, a zapomniał spisać tak ważnej (wg katolików) prawdy o bezgrzeszności, czy pośrednictwie Marii.
Argument katolicki: Nawet Biblia uczy, że tradycja może być przekazywana na dwa sposoby: poprzez pisma, bądź ustnie (poprzez żywe słowo): 

2Tes 2:15: "Przeto bracia, stójcie niewzruszenie i trzymajcie się
tradycji, o których zostaliście pouczeni bądź żywym słowem, bądź
za  pośrednictwem naszego listu."
Z kontekstu wynika, że do Tesaloniczan dochodziły podróbki nauczania apostołów w postaci listów – fałszywek, jak i różnych “mów”, rzekomo pochodzących od apostołów (2 Tes 2:2). Paweł przestrzega przed tym, co UCHODZI za naukę apostolską, chociaż nią nie jest. Pisze np:
2 Tes 2:5: Czy nie pamiętacie, jak mówiłem wam o tym, gdy wśród was przebywałem?
Tesaloniczanie nie mieli trzymać się tego, co uchodzi za naukę apostolską, ale tego, co nią jest naprawdę. Maja trzymać się tradycji, o której osobiście zostali “pouczeni bądź żywym słowem, bądź za pośrednictwem naszego listu”. Jest to nie do odtworzenia współcześnie, ponieważ nikt nie jest w stanie osobiście zostać pouczony przez apostołów. Lecz jeśli katolicy znajdą jakiekolwiek prawdy, których nie ma w NT, a odnośnie których istnieje historyczno – prawna pewność (dowody!), ze głosili je apostołowie, wtedy protestantyzm przyjmie je bez zastrzeżeń.
Argument katolicki: Paweł uczy o ustnym przekazywaniu Tradycji, gdy pisze: 

2 Tm 2,2: "Co usłyszałeś ode mnie za pośrednictwem wielu świadków, przekaż zasługującym na wiarę ludziom, którzy będą zdolni nauczać i innych."
Bardzo ważny tekst. Jest to podstawowa zasada wzrostu Kościoła, nazywana czasem duchowym pomnażaniem: Nauczamy innych, aby oni mogli nauczać kolejnych. Stosuje się tę zasadę nie tylko we wspólnotach chrześcijańskich, ale również na Uniwersytetach. A przecież nikt nie twierdzi, ze (dajmy na to) profesor filozofii z Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego jest następcą (sukcesorem) Platona i zna jego ustne nauczanie, którego Platon nigdzie nie spisał.
Argument katolicki: Pismo Świętego naucza o Tradycji, którą Kościół przejął od Apostołów: 

2 Tes 3,6: "Nakazujemy wam, bracia, w imię Pana naszego Jezusa Chrystusa, abyście stronili od każdego brata, który postępuje wbrew  porządkowi, a nie według tradycji, którą przejęliście od nas."
Dalej czytamy, ze ta tradycja to nakaz, aby nie wykorzystywać finansowo tych, którzy pracują, lecz zakasać rękawy i samemu wziąć się za pracę zarobkową. Nie jest to tradycja ustna, skoro znajdujemy ją w słowie spisanym, chociażby w 2 Tes 3, jak i w innych tekstach ST i NT.
Argument katolicki: Kanon Pisma św. jest doskonały i pod  każdym względem aż nadto sobie wystarcza, ale ponieważ dopuszcza on taką różnorodność interpretacji musimy się uciekać do Tradycji (np. wyznawcy Kościoła nowoapostolskiego wyznają
wiarę w duszę nieśmiertelną, ale adwentyści już nie, z kolei adwentyści wierzą w Trójcę Świętą, ale świadkowie Jehowy nie, ci jednak doszukali się proroctwa o 1914 r., ale  tymczasem sobotnicy nie wyznają tego proroctwa - itd. itp. - istna  wieża
Babel… Dlatego interpretacja Pisma św. powinna dokonywać się  w duchowej jedności z Ciałem - Kościołem, gdyż to Kościół nam je daje.
Gdy się czyta pisma Ojców Apostolskich oraz Ojców Kościoła, to widać tam o wiele więcej sprzeczności, niż podczas lektury nauk różnych współczesnych kościołów protestanckich. Jedni „ojcowie” wierzyli w Trójcę, inni (np. Tertulian) – nie. Niektórzy Ojcowie (Augustyn) popierali tzw. księgi deuterokanoniczne Starego Testamentu, podczas gdy inni (Hieronim) się im sprzeciwiali. Niektórzy wielcy nauczyciele (św. Tomasz z Akwinu) sprzeciwiali się niepokalanemu poczęciu Marii, podczas gdy inni (Scotus) je popierali. Jedni wierzyli w Tysiącletnie Królestwo (większość!), a inni twierdzili, że liczba 1.000 użyta została jako symbol (np. Augustyn). I tu mała dygresja. Współczesna teologia katolicka twierdzi, że Tysiącletnie Królestwo to symbol Kościoła – twierdzi tak wbrew WSZYSTKIM Ojcom, żyjącym do czasów Augustyna – a więc mamy tu przykład, w którym katolicka doktryna nie opiera się nawet na argumencie większości nauczycieli z początków chrześcijaństwa. Więc którędy i jak była przekazywana nieomylna Tradycja o tym, że liczbę 1000 należy rozumieć symbolicznie, skoro wszyscy Ojcowie Apostolscy i Ojcowie Kościoła aż do Augustyna nauczali inaczej? I powstaje kolejne pytanie: Czy w przypadku różnych interpretacji wśród protestantów mamy do czynienia z „istna wieżą Babel”, a w przypadku pisarzy chrześcijańskich z pierwszych wieków – już nie? A podobno podwójna moralność jest niemoralna…
Zawsze mnie dziwi, gdy katolicy przytaczają przykład Adwentystów, którzy poza Biblią mają swój nieomylny komentarz do Biblii w postaci książek swojej prorokini, pani E. G. White. Podobnie ze Świadkami Jehowy, którzy mają w Brooklynie swojego „niewolnika wiernego i rozumnego”, bez którego, jak wierzą, nie da się poprawnie zinterpretować Biblii. To są przykłady dwóch wyznań, które przeczą zasadzie Sola Scriptura. Uczciwiej byłoby podawać przykłady sprzeczności w nauce i doktrynie tych kościołów protestanckich, które konsekwentnie wierzą w Sola Scriptura. A wśród nich znaczących rozbieżności w nauce nie ma – a te, które są, istnieją również wewnątrz katolicyzmu (np. kwestia obowiązywalności daru języków).
Argument katolicki: Kanon Nowego Testamentu pochodzi z Tradycji. Gdyby nie było Kościoła katolickiego, nikt z nas nie wiedziałby, które księgi Nowego Testamentu należą do kanonu, a które nie - tym bardziej, że Ojcowie Kościoła nie zgadzali się w kwestii kanoniczności niektórych ksiąg. Protestanci bez odwoływania się do autorytetu Kościoła Katolickiego nie potrafią wyjaśnić, dlaczego mają akurat takie, a nie inne księgi w swoich Nowych Testamentach. 
Otóż o tym, które księgi są kanoniczne, a które nie, nie decydował Kościół, ale BÓG – w momencie, w którym natchnął autorów biblijnych, aby spisali wszystko w zgodzie z tym, co miało być spisane. Inaczej mówiąc: kanon na mocy natchnienia był pierwotny względem momentu, w którym Kościół ustalił tenże kanon. Argument katolicki zakłada, że kanon zaczął się tworzyć później, niż w chwili natchnienia, a przypomnijmy, że Kościół katolicki kanon dogmatycznie określił dopiero w X wieku. Czyżby natchnienie wg szkoły katolickiej polegało na zaakceptowaniu przez Boga ludzkich dziel jako Boże Słowo?
Drugi błąd, jaki się wkrada do katolickiej apologetyki, to założenie, że protestanci odrzucają Tradycję. Otóż nie, szanujemy ją, szczególnie tę z pierwszych wieków, i uznajemy ją za pomocną w odkryciu, jak pewne prawdy były rozumiane przez chrześcijan w pierwszych wiekach chrześcijaństwa. Oczywiście, rozciągamy to też na kwestię kanonu, bowiem uznajemy, że bliskość epoki apostolskiej, liczne świadectwa oraz sam proces przekazywania i kopiowania pism apostolskich, pozwolił pierwotnemu Kościołowi odkryć, które księgi pochodzą od apostołów, a które nie. Chyba katolicy nie sądzą, że Kościół, odkrywając kanon, wróżył z fusów albo czerpał wiedzę z widzeń i snów? Protestanci podkreślają, że Kościół odkrył, a nie ustalił, które księgi są natchnione. I uczynił to na podstawie konkretnych przesłanek (apostolskość).
Jeszcze słowo o Tradycji. Nikt nie wątpi, że w I i II wieku istniało echo ustnej nauki apostolskiej. Problem w tym, ze pisarze pierwszych wieków budowali różne (sprzeczne ze sobą) teorie teologiczne w oparciu o to „echo”. Jest to dowód na to, ze jeśli nawet jakaś Tradycja apostolska istniała (w co nie wątpię), to w właśnie w wyniku tego, ze nie była ona spisana przez naocznych świadków, stała się rozmyta (efekt zabrudzonego echa). Teraz jest jeszcze gorzej. Od śmierci apostołów minęło 20 wieków i nijak dotrzeć do tego, co oni głosili (głównie dlatego, ze historyczne metody badania przeszłości opierają się tylko na świadectwach historycznych, a wiec na słowie pisanym, bądź pozostałościach archeologicznych, a nie na ustnych podaniach, nie dających się zweryfikować). Nikt tez nie odbiera Kościołowi pierwszych wieków zasług, związanych z wiernym przechowywaniem ksiąg natchnionych i przekazywaniem świadectw apostolskości poszczególnych dzieł. To, ze nie wszyscy zgadzali się z takim, czy innym zbiorem ksiąg natchnionych, jest dowodem na nierzetelność Tradycji, a nie na jej doskonałość. Tylko się cieszyć, że nikt już dziś nie ma wątpliwości, które księgi pochodzą od apostołów.
Marcin Garbulski.