Rozdział szósty Ewangelii Jana to tak naprawdę przedłużenie, dalszy ciąg wydarzeń o których czytaliśmy w rozdziale drugim, w ostatnich trzech wersetach gdzie była mowa o ludziach, którzy uwierzyli w Chrystusa, ale Chrystus nie uwierzył w ich wiarę. Wiedział doskonale co siedziało w człowieku i nie potrzebował od nikogo zaświadczenia.

Jan 2:23-25 A gdy był w Jerozolimie podczas Paschy w święto, wielu uwierzyło w jego imię, widząc cuda, które czynił. Ale Jezus nie powierzał im samego siebie, bo on znał wszystkich; I nie potrzebował, aby mu ktoś dawał świadectwo o człowieku. On bowiem wiedział, co było w człowieku.

Jezus czynił cuda i znaki na potwierdzenie swojego posłannictwa przez Ojca. Robił to dla uwierzytelnienia swojej osoby jako Syna Bożego. Nie czynił tego jednak na zawołanie, jako sztuczki magicznej, bo ktoś w danej chwili kazał mu uczynić jakiś znak. Nic tych rzeczy. Cuda i znaki nie były do zabawy, nie były dla zabawy tłumy – aby im uprzyjemnić czas. Zanim przejdziemy do dzisiejszego rozważania, musimy mieć świadomość, że we wcześniejszych rozdziałach, Jezus zaświadcza o sobie na weselu w Kanie, w Świątyni, w rozmowie z Nikodemem, czy tak jak czytamy w tym rozdziale, poprzez rozmnożenia chleba dla tysięcy ludzi. Są to początkowe wersy tego rozdziału.

Tekst który będziemy czytać, jest przepełniony wiedzą, jest przepełniony wskazówkami, jest przepełniony uwierzytelnieniem Jezusa jako Syna Bożego. W tym tekście jest dosłownie przedstawiona rozmowa z ludźmi cielesnymi. Przeczytajmy zatem tekst. W wersach 22-23 jest mowa o tym, że ludzie którzy nasycili się chlebem i Ci którzy usłyszeli wieść o Chrystusie, wsiedli w łodzie i przeprawili się do Kafarnaum aby odszukać Jezusa. Ku ich uciesze odnaleźli Go. Tutaj nie ma mowy o faryzeuszach czy uczonych w Piśmie. Jest mowa o zwykłych ludziach – takich jak my.

Wiecie, oni go znaleźli pewnie zdyszani, zmęczeni – jak tacy ludzie, którzy usłyszeli że gdzieś coś rozdawają za darmo, szybko się ubierają, wsiadają w samochód lub autobus i szybko udają się na miejsce.

(25) A znalazłszy go za morzem, rzekli do niego: Mistrzu, kiedy tu przybyłeś? (26) Odpowiedział im Jezus i rzekł: Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam, szukacie mnie nie dlatego, że widzieliście cuda, ale dlatego, że jedliście chleb i nasyciliście się. (27) Zabiegajcie nie o pokarm, który ginie, ale o pokarm, który trwa, o pokarm żywota wiecznego, który wam da Syn Człowieczy: na nim bowiem położył Bóg Ojciec pieczęć swoją. (28) Rzekli więc do niego: Cóż mamy czynić, aby wykonywać dzieła Boże? Odpowiedział Jezus i rzekł im: (29) To jest dzieło Boże: wierzyć w tego, którego On posłał. (30) Rzekli tedy do niego: Jaki więc znak czynisz, abyśmy widzieli i uwierzyli tobie? Jakie dzieło wykonujesz? (31) Ojcowie nasi jedli mannę na pustyni, jak napisano: Chleb z nieba dał im, aby jedli.

Odnaleźli go i nawet nazwali Jezusa mistrzem, jednak On nie dał się nabrać na ich miłe, łechcące uszy słowa. Od samego początku powiedział im kim są i dlaczego Go szukają:

Szukacie mnie nie dlatego że cuda widzieliście ale że chleb jedliście.

Oni go szukali bo liczyli na kolejne darmowe jedzenie. Szukali Go po to aby się najeść. Ktoś stawia jedzenie, więc musimy Go poszukać. Przy okazji może zobaczymy jakieś cuda lub magię. Czyli taka rozrywką – widowiskową połączona z darmowym bufetem. Możemy sobie to wyobrazić i nałożyć pewną kalkę na tamte wydarzenia i na nasz czas. Gdy w momencie kiedy otwiera się jakąś galerię handlową, czy coś nowego powstaje – zaprasza się zespoły muzyczne, czy może jakiegoś znanego artystę, który będzie promował to wydarzenie. W tym czasie rozdaje się wiele prezentów. Jakiś próbek, małych podarunków. Ludzie podążają na takie wydarzenia z ciekawości, ale także z chęci otrzymania czegoś za darmo. Nie inaczej było tutaj, ludzie się najedli, zobaczyli cuda – stwierdzili, że to świetna zabawa i świetny z Niego magik. W sumie nie jest tak daleko, a bilety są za darmo więc warto wybrać się na kolejne przedstawienie z udziałem Jezusa. A może kolejny raz coś rozmnoży, może kogoś wskrzesi? Chodźmy i nasyćmy nasze oczy, a może i żołądki.

Jezus od samego początku, tak jak w drugim rozdziale Ewangelii Jana, wiedział kim są Ci ludzie i dlaczego za nim podążają – od razu ich zdemaskował. Następnie wyłożył im prawdę – co jest najważniejsze i kto jest najważniejszy:

(27) Zabiegajcie nie o pokarm, który ginie, ale o pokarm, który trwa, o pokarm żywota wiecznego, który wam da Syn Człowieczy: na nim bowiem położył Bóg Ojciec pieczęć swoją. Jezus mówi im o jakimś pokarmie który trwa, pokarm żywota wiecznego. Tego nie można wydalić jak zwykłe jedzenie, to nie ulega przetrawieniu – to trwa na wieki. Mówi nam że taki pokarm daje Syn Człowieczy – Jego bowiem wskazał Ojciec, przyznając się do Niego. (28) Rzekli więc do niego: Cóż mamy czynić, aby wykonywać dzieła Boże? Odpowiedział Jezus i rzekł im: (29) To jest dzieło Boże: wierzyć w tego, którego On posłał.

Jezus daje tutaj wyraźną wskazówkę i od razu wyjaśnienie. Zapytali go co mają czynić, a On im odpowiedział, tylko jedno. Nie odpowiedział im, idźcie się modlić cztery razy dziennie w kierunku jakieś świątyni, albo idźcie złożyć ofiarę za wasze grzechy – nie powiedział im nic, co ma wspólnego z uczynkowością. Nie ma tutaj wskazania aby coś zrobić, coś wypełnić, coś uczynić. Jest proste przesłanie:

(29) To jest dzieło Boże: wierzyć w tego, którego On posłał.

Lecz zgromadzeni odpowiadają:

(30) Jaki więc znak czynisz, abyśmy widzieli i uwierzyli tobie? Jakie dzieło wykonujesz? (31) Ojcowie nasi jedli mannę na pustyni, jak napisano: Chleb z nieba dał im, aby jedli.

Kolejny raz, lud któremu zostało objaśnione dzieło Boże, droga i wola, domaga się znaku i cudu. Oni nie przyszli usłyszeć od Niego prawdy. Prawdy o tym, że Ojciec Go posłał i należy wierzyć w Tego którego Ojciec posłał. Oni chcieli istnych igrzysk, zabawy. Nie chcą słuchać Jego słów. Najlepiej to nic nie mów, tylko zacznij działać, bo my zmęczeni, głodni, a Ty nam mówisz o jakimś posłaniu, pieczęci. Zacznij działać – no dalej. Wiemy że potrafisz. Jezus znając tych ludzi odpowiedział im:

(32) Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam, nie Mojżesz dał wam chleb z nieba, ale Ojciec mój daje wam prawdziwy chleb z nieba. (33) Albowiem chleb Boży to ten, który z nieba zstępuje i daje światu żywot. (34) Wtedy rzekli do niego: Panie! Dawaj nam zawsze tego chleba! (35) Odpowiedział im Jezus: Ja jestem chlebem żywota; kto do mnie przychodzi, nigdy łaknąć nie będzie, a kto wierzy we mnie, nigdy pragnąć nie będzie. (36) Lecz powiedziałem wam: Nie wierzycie, chociaż widzieliście mnie.

Ludzie cały czas myślą o chlebie – wspomnieli o mannie z Nieba, którą dał ludziom Mojżesz – nie Bóg. Człowiek dał człowiekowi chleba – Boga już tutaj nie widzą. Jezus mówi o chlebie z nieba, o chlebie Bożym, który z nieba zstępuje i daje światu żywot. Wiecie, często jak z kimś rozmawiam właśnie na temat tego rozdziału lub przypowieści Chrystusa, zazwyczaj słyszę słowa tego typu:
– Jak Ci ludzie mogli zrozumieć Jego słowa?
– Przecież On nie mówił do nich zrozumiale.
– Ta mowa była trudna więc nie dziwie się że nie rozumieli.

Słuchajcie, oni nie rozumieli, bo ich serca nie chciały zrozumieć. Oni nie chcieli słyszeć. To tak jak dziś komuś mówisz ewangelię, a ta osoba kiwa głową z uśmiechem, czasami szyderczym na twarzy, udając że rozumie przesłanie jakie niesiesz od Ojca – a na końcu wiesz, że z tego i tak nic nie wyszło. Że nowonarodzenia nie ma. Tak samo wydarzyło się w przypadku rozmowy Żydów z Jezusem. On im mówi o chlebie i pokazuje im chleb, po którym nie będzie się już łaknąć, bo to chleb żywota. Wcześniej jeszcze mówi, że trzeba w Niego wierzyć, jako Tego którego Ojciec zapieczętował. Tłum jednak dalej domagał się cudów i znaków.

Przez kolejne wersety od 37 – 66 Jezus cały czas toczy batalię z ludźmi którzy chodzili za nim i żądali znaku. Cały czas wspomina o mannie z Nieba, mówi o Sobie jako tym, w którego się wierzy i ma się żywot wieczny. W tych kolejnych wersetach Jezus pokazuje nam jeszcze pewne prawdy, prawdy których nie wyjawił w drugim rozdziale Ewangelii Jana. Tutaj jednak, po wyłożeniu ludziom, wskazaniu na siebie, mówieniu ludziom wprost że domagają się znaku, Jezus mówi nam jeszcze szereg prawd, która zostaną nam pokazana w tym tekście. Musimy więc cały ten tekst przeczytać w całości i przeanalizować co chce nam powiedzieć:

(37) Wszystko, co mi daje Ojciec, przyjdzie do mnie, a tego, który do mnie przychodzi, nie wyrzucę precz; (38) zstąpiłem bowiem z nieba, nie aby wypełniać wolę swoją, lecz wolę tego, który mnie posłał. (39) A to jest wola tego, który mnie posłał, abym z tego wszystkiego, co mi dał, nic nie stracił, lecz wskrzesił to w dniu ostatecznym. (40) A to jest wola Ojca mego, aby każdy, kto widzi Syna i wierzy w niego, miał żywot wieczny, a Ja go wzbudzę w dniu ostatecznym. (41) Wtedy Żydzi szemrali przeciwko niemu, iż powiedział: Ja jestem chlebem, który zstąpił z nieba. (42) I mówili: Czy to nie jest Jezus, syn Józefa, którego ojca i matkę znamy? Jakże więc teraz może mówić: Z nieba zstąpiłem? (43) Wtedy Jezus odpowiedział i rzekł im: Nie szemrajcie między sobą! (44) Nikt nie może przyjść do mnie, jeżeli go nie pociągnie Ojciec, który mnie posłał, a Ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym. (45) Napisano bowiem u proroków: I będą wszyscy pouczeni przez Boga. Każdy, kto słyszał od Ojca i jest pouczony, przychodzi do mnie. (46) Nie jakoby ktoś widział Ojca; Ojca widział tylko Ten, który jest od Boga. (47) Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam, kto wierzy we mnie, ma żywot wieczny. (48) Ja jestem chlebem żywota. (49) Ojcowie wasi jedli mannę na pustyni i poumierali; (50) tu natomiast jest chleb, który zstępuje z nieba, aby nie umarł ten, kto go spożywa. (51) Ja jestem chlebem żywym, który z nieba zstąpił; jeśli kto spożywać będzie ten chleb, żyć będzie na wieki; a chleb, który Ja dam, to ciało moje, które Ja oddam za żywot świata. (52) Wtedy sprzeczali się Żydzi między sobą, mówiąc: Jakże Ten może dać nam swoje ciało do jedzenia? (53) Na to rzekł im Jezus: Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam, jeśli nie będziecie jedli ciała Syna Człowieczego i pili krwi jego, nie będziecie mieli żywota w sobie. (54) Kto spożywa ciało moje i pije krew moją, ten ma żywot wieczny, a Ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym. (55) Albowiem ciało moje jest prawdziwym pokarmem, a krew moja jest prawdziwym napojem. (56) Kto spożywa ciało moje i pije krew moją, we mnie mieszka, a Ja w nim. (57) Jak mię posłał Ojciec, który żyje, a Ja przez Ojca żyję, tak i ten, kto mnie spożywa, żyć będzie przeze mnie. (58) Taki jest chleb, który z nieba zstąpił, nie taki, jaki jedli ojcowie i poumierali; kto spożywa ten chleb, żyć będzie na wieki. (59) To mówił, gdy nauczał w synagodze w Kafarnaum. (60) Wielu tedy spośród uczniów jego, usłyszawszy to, mówiło: Twarda to mowa, któż jej słuchać może? (61) A Jezus, świadom, że z tego powodu szemrzą uczniowie jego, rzekł im: To was gorszy? (62) Cóż dopiero, gdy ujrzycie Syna Człowieczego, wstępującego tam, gdzie był pierwej? (63) Duch ożywia. Ciało nic nie pomaga. Słowa, które powiedziałem do was, są duchem i żywotem, (64) lecz są pośród was tacy, którzy nie wierzą. Jezus bowiem od początku wiedział, którzy są niewierzący i kto go wyda. (65) I mówił: Dlatego powiedziałem wam, że nikt nie może przyjść do mnie, jeżeli mu to nie jest dane od Ojca. (66) Od tej chwili wielu uczniów jego zawróciło i już z nim nie chodziło. (67) Wtedy Jezus rzekł do dwunastu: Czy i wy chcecie odejść? (68) Odpowiedział mu Szymon Piotr: Panie! Do kogo pójdziemy? Ty masz słowa żywota wiecznego. (69) A myśmy uwierzyli i poznali, że Ty jesteś Chrystusem, Synem Boga żywego. (70) Jezus odpowiedział im: Czy nie dwunastu was wybrałem? Ale jeden z was jest diabłem. (71) I mówił o Judaszu, synu Szymona z Kariotu, bo ten miał go wydać, a był jednym z dwunastu.

Zanim rozpoczniemy rozważania miejmy świadomość, że cały czas za Jezusem poza Faryzeuszami, uczonymi w Piśmie i oczywiście Apostołami – chodzili także zwykli ludzie. Ludzie którzy byli chętni znaków i cudów. Jezus powtarza tutaj trzykrotnie pierwszą prawdę, która może nam się wydawać pewnym niezrozumiałym tekstem, przez nasze przyzwyczajenia czy przez to jak do tej pory coś czytaliśmy. Jeżeli coś Chrystus mówi – to jest to ważne. Jeżeli powtarza dwukrotnie, to jest to bardzo ważne. Jeżeli powtarza aż trzy razy, to wydźwięk tego co mówi jest ogromny, a prawda w tym zawarta bardzo istotna.

Rozważmy wersety 37,44 i 65

(37) Wszystko, co mi daje Ojciec, przyjdzie do mnie, a tego, który do mnie przychodzi, nie wyrzucę precz;
(44) Nikt nie może przyjść do mnie, jeżeli go nie pociągnie Ojciec, który mnie posłał, a Ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym.
(65) I mówił: Dlatego powiedziałem wam, że nikt nie może przyjść do mnie, jeżeli mu to nie jest dane od Ojca.

Najpierw odwrócę kolejność wersetów aby można było to lepiej zrozumieć i zobaczyć. Miejmy cały czas świadomość do kogo Jezus kieruje to słowo, że słowo to powtarza i że musi walczyć z tłumem. Najpierw Pan mówi, że wiara w niego prowadzi do Ojca, że Jego Ojciec zapieczętował. Potem stara się ludziom zobrazować siebie jako chleb, który daje życie – nie życie,które się kończy, ale życie które trwa na wieki. To wszystko musimy mieć na uwadze rozważając te wersety: Rozważmy te wersety w następującej kolejności:

(44) Nikt nie może przyjść do mnie, jeżeli go nie pociągnie Ojciec, który mnie posłał, a Ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym.
(65) I mówił: Dlatego powiedziałem wam, że nikt nie może przyjść do mnie, jeżeli mu to nie jest dane od Ojca.
(37) Wszystko, co mi daje Ojciec, przyjdzie do mnie, a tego, który do mnie przychodzi, nie wyrzucę precz;

W 44 wersecie, Jezus mówi prawdę ludziom, którzy, tak jak wspominałem, cały czas za nim chodzili, nawet nazywali go Mistrzem, uwierzyli w Niego, ale Jezus nie uwierzył w ich wiarę. W tym fragmencie Słowa Bożego widzimy moment zderzenia się ludzkiej rzeczywistości z prawdą Boga. Jezus mówi, że nikt nie może przyjść do Niego Jeżeli go Ojciec nie pociągnie. Jest tutaj mowa o suwerennym Bogu i o pewnej kolejności, która jest wbrew pozorom bardzo ważna. Mamy wprost napisane, że to Ojciec nas pociąga a nie my Ojca i to Ojciec daje nas Synowi, a nie my wybieramy Syna. To jest bardzo istotne w tym fragmencie.

W 65 wersecie, Jezus powtarza – „Dlatego powiedziałem wam”. On to powtarza drugi raz w tej kolejności którą tutaj przedstawiłem – „nikt nie może przyjść do mnie jeżeli nie jest mu to dane od Ojca”. Co oznacza słowo „to”?
Jest to oczywiście dar łaski zbawienia. Czytaliśmy o tym już w Liście do Efezjan

(8) ŁASKĄ bowiem jesteście zbawieni przez WIARĘ. A to pochodzi nie od was, lecz jest DAREM Boga:

Więc zgodnie z tymi słowami – jesteśmy zbawieni przez Dar który daje nam Bóg i jest to dziełem Jego łaski. Jeżeli człowiek może sam sobie zapracować na łaskę albo wziąć łaskę, to wtedy to już nie będzie łaska, ale coś co możemy sami nabyć.

Spójrzmy na ostatni, 37 werset – bardzo pokrzepiający dla tych, których Ojciec przekazał Synowi:

(37) Wszystko, co mi daje Ojciec, przyjdzie do mnie, a tego, który do mnie przychodzi, nie wyrzucę precz;

Mamy tutaj słowo wszystko, które równie dobrze możemy przeczytać lub zapisać jako Wszystkich. Czyli wszystkich których mi daje Ojciec, przyjdą do mnie. Nie ma tutaj możliwości, zgodnie z tym wersetem, że kogoś Ojciec pociągnie, a on odrzuci to wezwanie, tą łaskę. Jest wprost napisane wszystkich których Ojciec pociągnie – to nie część ale Wszyscy, którym Suwerenny Bóg okazał łaskę zbawienia, Wszyscy oni przyjdą do Syna.

A co Syn z nimi zrobi? Wszystkich tych których mi dałeś, mówi Jezus, tych których wybrałeś, którym okazałeś łaskę zbawienia, będącą Twoim darem – Ja nie wyrzucę precz. Jezus gwarantuje nam swoją pomoc, opiekę, troskę, mówi nam o tym, że nie będziemy sami, że nas samych nie zostawi, że nas nie odrzuci. Nie odrzuci nikogo, komu Ojciec okazał łaskę.

Czy można odrzucić łaskę? Kiedyś ktoś powiedział mi pewien przykład. Uważam że świetny, który pasuje na każdy czas. Wiemy doskonale, że jesteśmy grzesznikami. Nie ma ani Jednego poza Synem Człowieczym, kto by był bez grzechu. Wyobraź sobie sytuację, że stoi skazany (grzesznik) przed sądem, ma na swoim koncie niezliczoną ilość przewinień, od kradzieży, po rozboje, morderstwa, gwałty. Grozi mu kara śmierci przez powieszenie, ścięcie, krzesło elektryczne – tak naprawdę wyrok już został wydany, ale nagle sędzia ułaskawia skazanego i pozwala mu odejść. Nagle mówi że wszystko to co zrobił, nie jest ważne, jest ułaskawiony. Czy taką łaskę można odrzucić wiedząc, że grozi nam śmierć? Otóż takiej łaski jaką daje nam Bóg, nie można odrzucić, zgodnie ze słowami WSZYSTKICH TYCH KTÓRYCH POCIĄGNĄŁEŚ, to znaczy że nikt nie odrzucił łaski danej od Boga.

Prawda ta jest podkreślona w wersecie 39, który mówi:

(39) A to jest wola tego, który mnie posłał, abym z tego wszystkiego, co mi dał, nic nie stracił, lecz wskrzesił to w dniu ostatecznym.

Jezus nie utraci nikogo, kogo dał mu Ojciec. Człowiek jest istotą grzeszną i zawsze nią będzie to nie ulega dyskusji, nie ma jednak możliwości, aby człowiek wybrany przed Boga i przekazany Synowi odpadł od Boga. Wtedy słowa Chrystusa z 39 wersetu musielibyśmy uznać za kłamstwo.

Po tych wszystkich ciężkich słowach, Ci ludzie którzy co dopiero nazywali Go swoim mistrzem, atakują. Starają się trafić w coś, co każdemu człowiekowi sprawi ból i smutek. Nie potrafili znieść tego że nazywają Go Mistrzem, licząc na to że połechcą Jego uszy, a w odwecie słyszą słowa, że chodzą za Nim, bo chcą cudów i znaków i żeby się nasycić. Mówią mu tak:

(42) I mówili: Czy to nie jest Jezus, syn Józefa, którego ojca i matkę znamy? Jakże więc teraz może mówić: Z nieba zstąpiłem?

Jezus odpowiada:

(43) Wtedy Jezus odpowiedział i rzekł im: Nie szemrajcie między sobą!

Tak naprawdę Jezus mówi im wprost: „jesteście cieleśni”. Nie potrafili w żaden sposób odpowiedzieć na Jego słowa, więc zaczęli podważać Jego autorytet, podważać jego autorytet ojcem, który jest cieślą i matką, która pewnie także była zwykła, niewyróżniająca się niewiastą. Najłatwiej jest zadać człowiekowi cios w miejsce które wiemy, że może go zranić. On jednak odpowiedział im:

(44) Nikt nie może przyjść do mnie, jeżeli go nie pociągnie Ojciec

Jezus cały czas w tym rozdziale, mówi do tych ludzi w prosty sposób, jednak przekazu tego nie mogli pojąć już od samego początku. Starał się więc im wytłumaczyć bardziej obrazowo – mówiąc o chlebie, czyli o czymś co już znają, co kosztują i po co spożywają. To jednak i tak nic nie dało, nie daje w pewnych sytuacjach. W 60 wersecie czytamy że nawet wielu Jego uczniów, gdy słyszało Jego słowa, bardzo się dziwili i wręcz dosłownie nazywało to „twardą mową”, która albo jest niezrozumiałą, albo sroga dla odbiorcy. Przykre jest to, że On miał świadomość ich szemrania, czynił cuda i znaki a oni szemrają przeciw Jemu. Jezus ich pyta „To was gorszy?” Gorszy was to co mówię, o moim Ojcu, o zapieczętowaniu, o drodze przeze mnie? To was gorszy? Lecz Jezus wiedział dlaczego ich to gorszyło. W 64 wersecie mamy odpowiedź:

(64) lecz są pośród was tacy, którzy nie wierzą. Jezus bowiem od początku wiedział, którzy są niewierzący i kto go wyda.

A na końcu powtórzył słowa które już dziś wielokrotnie czytałem:

(65) Dlatego powiedziałem wam, że nikt nie może przyjść do mnie, jeżeli mu to nie jest dane od Ojca.

Kiedy to trzeci raz powtórzył. Niektórzy z nich wreszcie zrozumieli, że to nie są żarty. Że wiara w Niego to coś więcej niż intelektualne poznanie, czy nazywanie kogoś Mistrzem.

(66) Od tej chwili wielu uczniów jego zawróciło i już z nim nie chodziło.

Po tym jak uczniowie, którzy za nim chodzili, zawrócili i odeszli – wyszło na jaw kto jest prawdziwie wierzący a kto nie. Mimo to Jezus bezpośrednio zadaje pytanie swoim uczniom:

(67) Czy i wy chcecie odejść? (68) Odpowiedział mu Szymon Piotr: Panie! Do kogo pójdziemy? Ty masz słowa żywota wiecznego. (69) A myśmy uwierzyli i poznali, że Ty jesteś Chrystusem, Synem Boga żywego.

I tutaj jest cały sens Tego rozdziału. To jest ukryta prawda, jaką Jezus starał się przekazać ludziom, którzy Go słuchali i podążali za nim. Jezus od początku mówił o Sobie, mówi o tym że trzeba uwierzyć w Niego, że on jest zapieczętowany przez Ojca, potem zaczął ludziom wykładać naukę o chlebie. Chlebie potrzebnym do życia. Nie tym samym chlebie, od którego ludzie na pustyni pomarli, ale o chlebie który daje życie wieczne. Tym chlebem jest Chrystus i na samym końcu ta prawda, wśród dwunastu została objawiona przez Apostoła Piotra. To jest cała esencje i wydźwięk, To jest to co Chrystus chciał i próbował przekazać cielesnym ludziom. Oni jednak dalej myśleli o manie z nieba i o napełnieniu swoich żołądków. Liczyli na pełne brzuchy i może jakąś zabawę w w postaci cudów i znaków jakie miał im Chrystus uczynić.Właśnie dlatego, jeden z dwunastu – a nie nikt inny z tłumu ludzi powiedział te słowa. Jezus w kolejnym wersecie potwierdza swoje wybranie:

(70) Jezus odpowiedział im: Czy nie dwunastu was wybrałem?

On ich wybrał i to od jednego z nich musiała paść odpowiedź i prawda. Nie od ludzi cielesnych. Inaczej ten cały sens tego rozdziału nie miałby sensu. Bóg pociąga i przekazuje Synowi. Syn wybrał dwunastu, a jeden z nich po tym całym czasie utarczek słownych, przekazał i wyjawił prawdę o Chrystusie jako chlebie i Jego słowie. Rozdział 6 kończy jeszcze jedno zdanie jakie Jezus mówi o Judaszu jako diable, który miał go wydać:

Ale jeden z was jest diabłem. (71) I mówił o Judaszu, synu Szymona z Kariotu, bo ten miał go wydać, a był jednym z dwunastu.

Czasami mimo naszych usilnych prób staramy się komuś przekazać prawdę ewangelii. Mamy nadzieję, że nasz brat czy siostra, matka czy ojciec, czy nasze dzieci przyjmą prawdę Ewangelii. Nie zawsze jednak tak się dzieje. Staramy się, a na końcu czujemy żal i smutek, że jednak nie tak się stało, jak byśmy chcieli. Zapominamy jednak, że wiara jest darem – którą zgodnie z tymi wersetami, daje Ojciec komu chce – w akcie łaski. Mówimy sobie często, że nie udało nam się kogoś nawrócić. Dla pokrzepienia – większość z ludzi rozmawiających z samym Jezusem nie przyszła do wiary. Ponieważ Ojciec ich nie pociągnął.

Tak samo jest także w naszym przypadku. Ktoś uwierzył, a ktoś nie. Nie nasza to rola. Naszą rolą jest głosić ewangelię ludziom. Każdemu bez wyboru. Czy biednemu czy bogatemu. Czy bezdomnemu czy żebrakowi. Czy młodemu czy starcowi. Nie ma to dla Boga żadnego znaczenia. I dla nas też nie powinno mieć. Bóg jest suwerenem i Jemu należy się cześć oraz pierwsze i ostatnie słowo. To On decyduje kto i kiedy, na jakim etapie swojego życia jest gotowy aby przyjąć Słowo Boże. My jednak bądźmy tak jak Apostoł Piotr, który mimo ciągłych utarczek słownych między cielesnymi ludźmi a Chrystusem, mimo tego że wielu uczniów od Niego odeszło, został przy swoim mistrzu i wyjawił prawdę o Chrystusie mówiąc:

Panie! Do kogo pójdziemy? Ty masz słowa żywota wiecznego. A myśmy uwierzyli i poznali, że Ty jesteś Chrystusem, Synem Boga żywego.