Skąd mam wiedzieć czy dobrze wierze? Tzn skąd mam wiedzieć, że w to co wierzę jest prawdą? To są podstawowe pytania jakie powinniśmy sobie zadawać. Jakie powinni sobie zadawać ludzie, którzy uważają się za wierzących.
Niestety takie pytanie praktycznie nigdy nie pada. Co więcej. Wiara jest dziś tematem tabu i choćby najmniejsza wzmianka powoduje poruszenie i podejrzenie czy czasami nie jesteśmy świadkami Jehowy.
W takim kraju w żyjemy. Nawet można powiedzieć, że nie ma możliwości mówienia o swojej wierze. Jest ona zakazywana nawet przez samych katolików.
Ostatnio widziałem pewien wywiad z mężczyzną w wieku ok 55lat. Szczycił się tym, że ma czwórkę dzieci. Każde z nich ochrzcił w kościele katolickim. Każde było u bierzmowania. Każde ma ślub kościelny…
Ale nie wyobraża sobie, jak człowiek może modlić się publicznie na ulicy (mowa o wszelkich religijnych manifestacjach pod płaszczykiem chrześcijaństwa).
Nie miał jednak problemu, z manifestacja swojej odmienności i religijności przez muzułmanów np we Francji.

Co w tym jest, że ludzie religijni nie chcą publicznie przyznawać się do swoich poglądów? Z czego to wynika?
Warto tutaj przytoczyć kilka wersetów ze Słowa Bożego:

Jezus powiedział:

32  Każdego więc, kto mnie wyzna przed ludźmi, i ja wyznam przed moim Ojcem, który jest w niebie.

Ewangelia Mateusza 10,32

Zatem jeżeli uważamy się za osoby wierzące, za chrześcijan, powinniśmy w każdych okolicznościach przyznawać się do naszego Pana i Zbawiciela Jezusa Chrystusa. Kto tego nie robi, nie może nazywać się Dzieckiem Bożym.

Musimy zatem szczerze przyznać, że ogromna część osób będących członkami kościoła katolickiego, nie jest osobami zbawionymi. Tak samo jest w przypadku protestantów. Wtłaczanie nam tolerancja w stosunku do odmienności (grzechu), spowodowało zamknięcie nam ust.

Gdzie ciekawość?

Zastanawiające jest to, że wielu katolików narzeka na wszelkiego rodzaju obowiazki wynikające z bycia członkami KRK.
Wiele razy słyszałem od rodziców dzieci komunijnych narzekanie, że przez dwa lata muszą prowadząc swoje dzieci do kościoła, na dodatkowe spotkania z powodu czekającego ich obrzędu (nie wynikającego ze Słowa Bożego). Tak samo w przypadku bierzmowania (brak odniesienia do Słowa Bożego). To samo mogą powiedzieć rodzice chrzestni. Problemy stwarzane przy udzieleniu zezwolenia na bycie matką lub ojcem (brak obecności na kolędzie)
chrzestnym są ogromne. Trzeba się tłumaczyć ze swoich nieobecności i obowiązkowo przystąpić do spowiedzi (brak odniesienia w Słowie Bożym).

Czyli od samego początku, od chrztu, przez komunię, bierzmowanie, ślub, stajemy się zakładnikami instytucji kościelnej, która nas zniewala, a nie wyswobadza. To samo robimy naszym dzieciom. Niewolnik tworzy niewolnika, z powodu obawy reakcji rodziny czy sąsiadów.
Gdzie zatem ciekawość w tych ludziach? Gdzie chęć zgłębienia tematu, czy aby to co robię jest zgodne z tym co wierzę?

Prawda

Przykrą prawda jest to, że tych ludzi to nie interesuje. Nie mają zamiaru zgłębić tematu Słowa i zainteresować się tym, czy aby na pewno dobrze wierzą. Prawdą jest, że są to ludzie niewierzący, wychowani na tradycji z pokolenia na pokolenie, nie znający Boga Żywego. Tradycjonalizm zabija wiarę. Czyni z wiary pewien dogmat. Coś co trzeba spełnić. Nie ma tutaj miejsca na szczerość serca, czy glebie duchową. Jest działanie z automatu, zgodnie z programatorem i programem jaki został nam wgrany przez naszych rodziców.
Brak odwagi w nas powoduje to, że dalej jesteśmy w dybach, jak niewolnicy w Egipcie za czasów Mojżesza.
Jest napisane w Słowie Bożym:

21  I urodzi syna, któremu nadasz imię Jezus. On bowiem zbawi swój lud od jego grzechów.

Ewangelia Mateusza 1,21

Jezus wykupił swój lud spod jarzma grzechu. Nie ma zatem możliwości na banie się czegokolwiek. Jakiejkolwiek opinii.
Jest napisane w Starym Testamencie:

4  W Bogu będę wysławiać jego słowo; Bogu ufam i nie będę się bał tego, co człowiek może mi uczynić.

Psalm 56

Tak samo w psalmie 118

6  PAN jest ze mną, nie będę się bał; cóż może mi uczynić człowiek?

Wynikiem braku Boga, jest strach. Strach przed opinią ludzi. Bojaźń przed ludźmi zdarza się wśród chrześcijan, ale nie na etapie stałego pokarmu. Nie w kraju, gdzie jest pokój i nie ma wojny. W takich warunkach, brak przyznania się do Pana, jest oznaką braku wiary.

Zakończenie

Musimy sobie to powiedzieć szczerze. Kto nie głosi Pana, ten nie ma w sobie Ducha Świętego. Kto nie przyznaje się do Pana, ten nie ma w sobie Ducha Świętego. Kto bardziej boi się opinii ludzi, niż srogości swojego Boga, ten nie ma Ducha Świętego. Niestety jest to analiza kościoła katolickiego, a może bardziej ludzi którzy do niego należą. Ale i w protestantyzmie można spotkać podobne przejawy ignorancji tego w co się wierzy, polegając tylko i wyłącznie na sobie, bez uszczerbku na własnej opinii, wśród ludzi ze świata. Będąc takimi, nie możemy się ani nazywać dziećmi Bożymi, ani mówić o sobie że jesteśmy zbawieni.