Ostatnio tak się złożyło, że w kalendarzu przypadł dzień wspomnienia łaski od Boga i 33 lata temu mogłem się narodzić dzięki ojcu (niestety już nie żyje) z łona mojej matki.

Pisze o tym dlatego, ponieważ w takich dniach często dostajemy życzenia. Tak też było w tym przypadku. Jednak jedne szczególnie utknęły mi w pamięci i dały dłuższą chwilę zastanowienia:

„Maćku, facebook uroczyście donosi, że się starzejesz… 😉
Na tej drodze zbliżania się do spotkania z Panem, życzę ci samych budujących Cię w poznanie Boże momentów!”

To co mnie uderzyło i dało do myślenia to fakt, że każde kolejne wspominanie urodzin, to każdy rok mniej naszego życia tutaj na ziemi.
To tak jak, ostatnio wybrałem się do Katowic z bratankiem. Ponad 200km. W sumie ponad 3 godziny jazdy. Po 40km mój bratanek powiedział, że już 1/5 za nami. Potem przy 70km 1/3, przy 100km 1/2, aż ta proporcja zaczęła się odwracać i do celu zostawało coraz to mniej drogi do przebycia. Coraz mniej czasu.
Przykładając podobną skalę do naszego życia, możemy także w pewnym sensie odnieś wrażenie, że każdy kolejny rok to ubytek w czasie jaki nam pozostał tutaj na ziemi. To czas który nie wróci. Nie możemy zawrócić, tak jak autem i cofnąć się kilka kilometrów wstecz. Nie da się ani czasu zatrzymać, ani go cofnąć.
Dla świata jest to katastrofalna perspektywa. Odliczanie czasu jaki nam został do końca życia tutaj na ziemi jest dramatem w oczach pewnie każdej jednostki. Bo któżby z nas, nie chciałby pożyć dłużej? Zobaczyć często wnuki czy prawnuki? Iść na wesele syna czy córki. Często jednak jest to niemożliwe, ponieważ czas szybko płynie i wydarzeń jakie wymieniłem powyżej nie ujrzymy.
Jednak w tych życzeniach jakie zacytowałem powyżej jest pewna myśl. Jest pewna nadzieja, która w rezultacie jest bardziej drogocenną niż każde wydarzenie, każdy fakt jaki może nas ominąć tutaj na ziemi. To spotkanie z Bogiem.
To prawda. Każdy rok, każdy miesiąc czy upływający dzień, to zbliżający się moment spotkania z naszym Panem i Zbawicielem Jezusem Chrystusem. Jak wiemy, Apostoł Paweł często o tym pisał. O tej drodze, o tym czasie:

22Jeśli bowiem żyć w ciele – to dla mnie owocna praca. Co mam wybrać? Nie umiem powiedzieć. 23 Z dwóch stron doznaję nalegania: pragnę odejść, a być z Chrystusem, bo to o wiele lepsze, 24 pozostawać zaś w ciele – to bardziej dla was konieczne. 25 A ufny w to, wiem, że pozostanę, i to pozostanę nadal dla was wszystkich, dla waszego postępu i radości w wierze, 26 aby rosła wasza duma w Chrystusie przez mnie, przez moją ponowną obecność u was.

List do Filipian 1,22-26

Apostoł Paweł miał pragnienie odejścia już do Pana. Pisze, że pragnie już odejść do Chrystusa, bo to o WIELE lepsze.
Zatem zdawał on sobie dokładnie sprawę z tego, że życie tutaj pomimo wielu dobrych chwil, widoku nawracających się ludzi, widoku manifestacji Ducha Świętego wśród wierzących, uzdrowień – mimo tego wszystkiego, rzeczą o wiele bardziej dobrą jest być z Panem. Tego uczy nas Biblia. Takiej postawy, abyśmy żyli tutaj na ziemi, i aby nasze życie było prawe, jednak nie na tym świecie, nie w tym życiu mamy pokładać ufność czy gromadzić skarby. To dla chrześcijan nie jest miejsce docelowe. Życie w ciele na ziemi, to obraz mostu który musimy przejść. Most nigdy nie jest miejscem docelowym. Jest tylko pewnym etapem naszej egzystencji, której wieczności i finał zaczyna się dopiero po jego przejściu.
Nie możemy zatem pokładać całości pragnienia w świecie i życiu na tej ziemi.
Naszym celem jest niebo. Jest spotkanie z Jezusem Chrystusem i powrót do domu Ojca.