Samobójstwo jest ostateczną decyzją człowieka, za jego życia jaką może podjąć i jaka kończy jego egzystencje na ziemi.

Często w filmach katastroficznych widać jak człowiek, który próbuje uratować się z tonącego statku, resztką sił dopływa do niewielkiego wlotu powietrza i stara się nabrać jak najwięcej świeżego powietrza, co pozwoli mu przeżyć jeszcze kilka chwil. Kilka chwil, które być może sprowadzą pomoc.

Życie jest dla nas bardzo cenne.

Ostatnio, wstyd się przyznać, ale widziałem przez moment pewną scenę, gdzie jeden człowiek chciał zabić drugiego. Ten skazywany na śmierć obiecywał, że odda wszystko, wszystko co ma, byle aby pozwolono mu żyć.

Czasami jednak sprawa życia lub śmierci, to sprawa honoru. Często w filmach wojennych, gdzie pokazywano drugą wojnę światową pomiędzy USA a Japonią, japoński żołnierz w momencie niepowodzenia popełniał samobójstwo. Odebranie sobie życia, było mniejszą hańbą, aniżeli wyrok hańbiący i plamiący honor żołnierza.

W Dziejach Apostolskich mamy przykład żołnierza, który od śmierci przeszedł do życia.

Od śmierci fizycznej przeszedł do życia, od śmierci duchowej przeszedł do życia wiecznego.

Czytamy o tym w 16 rozdziale Dziejów Apostolskich.

Stawili ich przed pretorami i powiedzieli: Ci ludzie, którzy są Żydami, sieją zamęt w naszym mieście.

16.21 I głoszą zwyczaje, których nam, jako Rzymianom, nie wolno przyjmować ani zachowywać.

16.22 I wystąpił tłum przeciwko nim, a pretorzy zdarli z nich szaty i kazali wychłostać ich rózgami.

16.23 Po wymierzeniu wielu razów wtrącili ich do więzienia, przykazując strażnikowi, żeby ich dobrze pilnował.

16.24 Otrzymawszy taki rozkaz, wtrącił ich do wewnętrznego lochu, a ich nogi zakuł w dyby.

16.25 O północy Paweł i Sylas modlili się i śpiewem chwalili Boga, a więźniowie słyszeli ich.

16.26 Nagle powstało silne trzęsienie ziemi, tak że zachwiały się fundamenty więzienia. I natychmiast otworzyły się wszystkie drzwi i wszystkim rozwiązały się więzy.

16.27 A gdy strażnik więzienia obudził się i zobaczył otwarte drzwi więzienia, dobył miecza i chciał się zabić, sądząc, że więźniowie pouciekali.

Paweł i Sylas zostali wtrąceni do więzienia, ponieważ głoszenie Słowa przynosiło efekty jakie nie podobały się miejscowym oligarchą. Kilka wersetów wyżej czytamy, że pewna kobieta zabiegła im drogę i wołała :
„Ci ludzie są sługami Boga Najwyższego i zwiastują nam drogę zbawienia”. Wypędzono z tej kobiety ducha, który przynosił krocie poprzez wróżby swoim panom.

Dlatego też Paweł i Sylas podpadli miejscowym.
Zostali wychłostani i wtrąceni do lochu i zakłóci w dyby.

Ciekawe, że często w naszych przypadkach gdy głosimy Słowo, przychodzi nam się zmierzyć z trudnościami. Czasami wyszydzeniem czy nawet groźbami.

Człowiek chyba najbardziej boi się bólu fizycznego.

Ci dwaj zostali wychłostani – jak czytamy – wiele razy rózgami i wtrąceni do lochu.

Czy oni się załamali? Czy zaczęli wołać do Boga i skomleć.

Czy zadawali pytania: Dlaczego my? Dlaczego nam się to przydarzyło?

Nie!

Jak czytamy w 25 wersecie o północy, Paweł i Sylas modlili się i śpiewem chwalili Boga.

Było to ogromne świadectwo ponieważ jak czytamy więźniowie ich słyszeli.

W tak ciężkich chwilach, bardzo łatwo jest popaść w depresję czy w zwątpienie. Ci jednak chwalili Boga.

W pewnym momencie jak czytamy strażnik, który się obudził i zobaczył otwarte drzwi więzienia, dobył miecza i chciał się zabić. Ciekawe, dlaczego chciał się zabić jeżeli już za samo niedopilnowanie więźniów i tak groziła mu śmierć.

On jednak wolał zginąć zadając sobie śmiertelny cios mieczem, zamiast z hańbą odejść z tego świata po wyroku jaki go czekał za ucieczkę więźniów spod jego straży.

Czytamy jednak dalej

16.28 Lecz Paweł zawołał donośnym głosem: Nie rób sobie nic złego, bo jesteśmy tu wszyscy.

16.29 Wtedy zażądał światła i wskoczył do środka, a drżąc, padł do nóg Pawła i Sylasa.

16.30 A wyprowadziwszy ich z więzienia, powiedział: Panowie, co mam czynić, abym był zbawiony?

16.31 A oni odpowiedzieli: Uwierz w Pana Jezusa Chrystusa, a będziesz zbawiony, ty i twój dom.

16.32 I głosili słowo Pańskie jemu i wszystkim jego domownikom.

16.33 Tej samej godziny w nocy wziął ich ze sobą, obmył ich rany i natychmiast się ochrzcił, on i wszyscy jego domownicy.

16.34 Wprowadził ich do swego domu, zastawił przed nimi stół i weselił się, uwierzywszy Bogu z całym swoim domem.

Nikt z więzienia nie uciekł. Drżący strażnik, wpadł do celi i pełen strachu zapytał co ma czynić aby być zbawionym? Odpowiedź była prosta: Uwierz w Pana Jezusa. Głosili mu Słowo Pańskie.

Zabrał więc ich do siebie, obmył ich rany i natychmiast się ochrzcił, on i wszyscy domownicy jego.

Widzimy tutaj strażnika, który wykonuje swoją pracę, jednak w pewnym momencie niedopilnował swoich obowiązków i spał na służbie. Obudził się i chciał się zabić. Paweł Go powstrzymał a strażnik pyta, co ma zrobić aby być zbawiony.

Tak czy inaczej, czy by się zabił czy nie – grozi mu śmierć.

Co jednak robi strażnik?

Zabierał ich do swojego domu, obmywa ich rany i daje się ochrzcić.

Za to także groziła mu kara śmierci, tej jakiej się bał. Nawet gorsza, ponieważ już by nie został posądzony o niedopilnowanie obowiązków, ale o zdradę ponieważ zabrał więźniów do swojego domu i tam ich ugościł.

Widzimy to?

Dla niego jego honor, jego pozycja, wyrok czy kara śmierci z obojętnie jakiego powodu, czy zdrady czy zaniedbania na służbie, nie miały najmniejszego znaczenia. Najważniejsze dla niego było w tym momencie odpowiedź na jego pytanie:
„Co mam zrobić aby być zbawionym?”

16.35 Kiedy nastał dzień, pretorzy posłali służbę miejską ze słowami: Zwolnij tych ludzi.

16.36 I strażnik więzienia oznajmił Pawłowi: Pretorzy przysłali polecenie, żeby was wypuścić. Teraz więc wyjdźcie i idźcie w pokoju.

16.37 Lecz Paweł powiedział do nich: Publicznie, bez sądu biczowali i wtrącili do więzienia nas, obywateli rzymskich, a teraz potajemnie nas wyrzucają? Nic z tego! Niech sami przyjdą i wyprowadzą nas.

16.38 Słudzy miejscy przekazali te słowa pretorom. A gdy tamci usłyszeli, że są Rzymianami, przestraszyli się.

16.39 Przyszli, przeprosili ich i wyprowadziwszy, prosili, aby opuścili miasto.

16.40 Kiedy wyszli z więzienia, wstąpili do domu Lidii, a gdy zobaczyli się z braćmi, pocieszyli ich i odeszli.

Widać tutaj mądrość Pawła jako sługi Pańskiego. Pozwolono im odejść, ale Paweł mówi NIE.

Niech sami tu przyjdą i nas wyprowadzą. Do tego przeproszą za to, że obywateli rzymskich bez sądu chłostali i wtrącili do więzienia. Efektem tego było to co czytamy w 39 wersecie.

Przyszli i przeprosili.

Paweł także i w tej sytuacji żądał sprawiedliwości. Nie szedł na kompromis. Nie przytaknął i ucieszył się na wieść że są wolni. Nic tych rzeczy. Żądamy sprawiedliwości!

Historia strażnika więziennego uczy nas pewnej postawy. Postawy gdzie w pewnym momencie gdy nie było osobą wierzącą zabiegał o swoje życie, a jeżeli nie życie to honor.

Po nawróceniu jednak, ani honor, ani prestiż, ani stanowisko, ani nawet życie nie były dla niego ważne. Najważniejsze było to co jest przyszłe.

Co mam zrobić aby być zbawionym?

Odpowiedź na to pytanie było dla niego najważniejsze w życiu, jego i jego rodziny.

Wiedział że grozi mu surowszy wyrok, plamiący jego służbę. Ale nie martwił się tym. Zabrał więźniów do siebie i tam ich gościł.

Czasami nie powinniśmy za bardzo przywiązywać wagi do naszej pozycji społecznej, jeżeli na szali jest nasza tożsamość chrześcijanina. Czasami musimy wszystko oddać, aby zyskać wieczność.

Tak zrobił strażnik. Oddał wiele ze swojego życia, być może naraził także swoją rodzinę jako zdrajca, ale jak jest to niewiele w perspektywie życia wiecznego?

CO MAM CZYNIĆ ABY BYĆ ZBAWIONYM?

UWIERZ W PANA JEZUSA.