Prawda biblijna jest przerażająca. I nie jest ona tylko przerażając dla ludzi, którzy świadomie odrzucili Chrystusa. Jest ona także przerażająca , powiedziałbym bardziej przerażająca dla ludzi, którzy uważają że mają CHRYSTUSA, a tak naprawdę nigdy Go nie mieli.
Może nie jest to adekwatny przykład, ale dobry który pokazuje pewne zaskoczenie.
Jeżeli ktoś choruje od urodzenia. Jako małe dziecko walczy z chorobą, potem jako nastolatek, później jako dorosły mężczyzna czy starzec. Człowiek godzi się z faktem swojej ułomności i stara się z nią żyć. Czasami wychodzi to lepiej, a czasami gorzej, jednak świadomość jest i w mniejszym lub większym stopniu jest akceptowalna.
Inaczej jest w sytuacji osoby, która nagle dowiaduje się o chorobie. O chorobie nieuleczalnej, która z dnia na dzień zabiera nam zdrowie, a w konsekwencji życie. Nie ma tutaj czasu na przyswojenie. Jest szok.
I być może tak jak powiedziałem, nie jest to adekwatny przykład dla dzisiejszego wersetu biblijnego, to jednak skala zaskoczenia może być porównywalna.

Co powiecie, gdy zapytam czy jesteście chrześcijaninami? Pewnie większość odpowie TAK. I bardzo dobrze, bo przyznanie się do Chrystusa jest podstawą funkcjonowania NOWONARODZONEGO z Ducha człowieka.
Jednak co w momencie gdy przyznajemy się do Chrystusa, a On sie do nas nie przyznaje?
Powiesz – Nie możliwe!

Otóż jest to możliwe. Powiem więcej, takich osób będzie wiele. Nie kilku czy kilkunastu.
Wielu oznacza dość sporą liczbę osób, które minęło się z prawdziwością swoich przekonań jako chrześcijan. Ale skąd to wiemy? Gdzie możemy o tym wyczytać?

Otwórzmy Ewangelie Mateusza na 7 rozdziale

21  Nie każdy, kto mi mówi: Panie, Panie, wejdzie do królestwa niebieskiego, lecz ten, kto wypełnia wolę mojego Ojca, który jest w niebie.
 22  Wielu powie mi tego dnia: Panie, Panie, czyż nie prorokowaliśmy w twoim imieniu i w twoim imieniu nie wypędzaliśmy demonów, i w twoim imieniu nie czyniliśmy wielu cudów?
 23  A wtedy im oświadczę: Nigdy was nie znałem. Odstąpcie ode mnie wy, którzy czynicie nieprawość.

Nie każdy kto nazwie Jezusa swoim Panem będzie zbawiony. Co to oznacza? To oznacza że sama świadomość, tego że Jezus jest Panem, Zbawicielem czy Bogiem, nie daje nam żadnej gwarancji tego że będziemy zbawieni. Podobnie jak w liście do Hebrajczyków gdzie mamy rozróżnienie na trzy typy odbiorców tego listu:

  • Osoby niewierzące, które odrzucają Jezusa jako mesjasza.
  • Osoby, które wiedzą że Jezus jest mesjaszem, ale nie chcą poddać się pod Jego prawo.
  • Osoby wierzące ze zmienionym sercem, odrodzonymi z ducha.

Podobnie mamy tutaj. Mamy osoby, ktore uważają Jezusa za Pana, Mesjasza, ale nie są one odrodzone z ducha. Tzn że mimo uświadomienia sobie, prawdy dot Syna Bożego, nic więcej się w tych ludziach nie zmieniło i nie zmienia. Tkwią w pozycji w jakiej byli jeszcze przed poznaniem prawdy ewangelii.
Mamy napisane, że mamy czynić wolę Ojca. Co to oznacza? Mamy robić to, czego oczekuje od nas Bóg. Bez zbędnych proroctw XXI wiecznych w stosunku do potencjalnego Kowalskiego, wiemy że obowiązkiem naszego życia jest głoszenie ewangelii.

Naszym obowiązkiem nie jest bycie miłym, z pięknym uśmiechem, radosnym i życzliwym.
Nie możemy krewować siebie na kogoś kim nie jesteśmy. Nasza natura często zostaje mimo wszystko niezmieniona. U jednych może to być jeden dzień, u innych całe życie będą się borykać z problemami poprzedniego życia. Nie ma tutaj reguły. Nie ma jednej modlitwy, która czyni ciebie chrześcijaninem. Jest proces zmian, który dokonuje w nas Duch Święty. Nikt inny. Ale mimo to, nic nie zwalnia nas z obowiązku głoszenia Ewangelii.
To jest nasz najważniejszy obowiązek.

Można się zastanowić, a co jeżeli nie robię nic więcej. Nie mam większych kompetencji. Nie potrafię się odpowiednio wysłowić. Mam problemy z nawiązaniem komunikacji. Co jeżeli inni robią więcej niż ja. Co jeżeli ja staram się głosić, a oni mają ewangelizację, mają działanie mocy Bożej, mówią że czują w sobie moc Ducha Świętego. Co wtedy?
Pismo nam i na to odpowiada.
Jezus mówi, że Ci właśnie – Ci którzy tak wiele – nie tyle że robią, ale więcej mówią o tym że robią, nie będą zbawieni.
Jeżeli mówisz ile w życiu ludzi nawrócileś, ilu uzdrowileś, z ilu wygoniłeś demony, zaznaczając przy tym że czujesz moc w sobie, to, to tak naprawdę nic nie znaczy. Dla Boga to nic nie znaczy.
Spójrzmy na tekst

Panie, Panie, czyż nie prorokowaliśmy w twoim imieniu i w twoim imieniu nie wypędzaliśmy demonów, i w twoim imieniu nie czyniliśmy wielu cudów?

Pytanie, czy ci ludzie byli skłonni do pokuty? Czy byli skłonni do przyznania się do swojej grzeszności?
Nie. Widzimy to samo co dziś obserwujemy. My, my, my.
My robiliśmy to, my czyniliśmy to.
Nawet przed Jezusem nadal się wymądrzają i wymieniają swoje zasługi. Uważają że zasłużyli, że zapracowali na to aby wejść, aby znaleźć się w łasce Boga.
Wiele dla Niego zrobili, a tu zaskoczenie
Jesus mówi:

A wtedy im oświadczę: Nigdy was nie znałem. Odstąpcie ode mnie wy, którzy czynicie nieprawość.

Ludzie, którzy na pozór mogą sprawiać wrażenie pełni łaski Bożej, pełni Ducha Bożego, wcale nie muszą być tym, kim siebie sami obwołali. Może nas to szokować, ale prawdziwsza wiara była tego, który wisiał obok Jezusa na krzyżu. Człowieka, który Jemu zawierzył. On wiedział, że nie ma żadnych zasług. Wiedział jednocześnie, że nie zasługuje na to, aby iść tam gdzie Jezus. Jedyne co zrobił to mu zawierzył. I to wystarczyło.
Czy zatem nie powinniśmy nic robić, tylko zawierzyć?
I tak i nie.

Musimy pamiętać, że to On nas wybrał i powołał, a nie my Jego. To nam została okazana łaska, a nie my okazaliśmy łaskę. To nie my Go przyjęliśmy, ale On nas przyjął. Tak więc to czy staniemy razem z nim, w Jego królestwie zależy Tylko i wyłącznie od Niego, nie od nas.
To jednak w żadnym razie nie ma czynić nas biernymi.
Warunkiem jest czynienie woli Ojca. Kto nie czyni woli Ojca, a nazywa się chrześcijaninem musi się poważnie zastanowić nad zasadnością słów jakie wypowiada. Czy ma prawo, aby je wypowiadać.
Głoszenie Słowa Bożego ma wynikać nie z obowiązku zapracowania na coś, lub odpracowywania czegoś. Przekazywanie Ewangelii to ogromny przywilej dla każdego prawdziwie wierzącego. To nie może być dla nas przykry obowiązek czy kłopot.
Często jednak tak bywa, z powodu naszych uchybień, naszego braku poznania Słowa Bożego, czy zbytniego umiłowania tego świata. Coś może trwać rok, dwa. Możemy się przygotowywać, utwierdzać w Słowie Pana, ale efektem tego napełnienia Słowem Bożym, musi być zwiastowanie ewangelii.

Wcześniej jeszcze czytamy co mówi Jezus, zanim powiedział powyższe słowa:

19  Każde drzewo, które nie wydaje dobrego owocu, zostaje wycięte i wrzucone w ogień.
 20  Tak więc po ich owocach poznacie ich.

Często słyszę, że owocem jest uprzejmość, skromność, bycie dobrym, miłym. Ale czy o takie owoce tutaj chodzi?
To o czym napisałem, to są zmiany jakie mają w nas zachodzić. Zmiana w naszym myśleniu, wysławianiu się, czy w postawie.

W przypadku każdego wierzącego, owocem jego służby mają być wierzący. Osoby, którym zwiastuje się ewangelie. Owocem ma być prowadzenie takich ludzi, swoich braci i sióstr. Owocem ma być wzrost duchowy. Z takiego owocu, ma powstać kolejne drzewo, które wyda kolejne owoce. Nie może być tak, że nagle drzewo nie wydaje owocu, albo co gorsza wydaje złe owoce. Można nie głosić CHRYSTUSA, albo głosić Go w taki sposób, jaki to robili ludzie o których Jezus wspomina. Dla własnych zysków, chęci pokazania się. Z chęci czynienia cudów.
W czymś takim nie ma ewangelii i nie ma Chrystusa.

Zatem czynieniem woli Ojca, to zwiastowanie ewangelii, to życie Chrystusem. Mówienie o Nim. Walka o Niego, walka o Jego prawo. Walka z baalem. To brak kompromisów. To kochanie Boga bardziej niż bliźniego. To wybranie utraty relacji, w imię czynienia woli Ojca.
To wszystko Jezus zapowiedział. O tym wspominał.
Chwalmy Go, bo wiemy że ostatecznie, na samym końcu, będziemy z Nim w wieczności, nie dzięki naszym zasługom, nie dzięki naszemu odczuciu, naszej mocy, ale tylko i wyłącznie Jego łasce, Jego wybraniu, Jego dotrzymanego słowa. Chwała Mu i cześć.