Ostatnio odbyłem krótką rozmowę z liderem, jednego ze zborów charyzmatycznych. Nasze spotkanie zakończyliśmy stwierdzeniem, że nie możemy oceniać każdego chrześcijanina, przez pryzmat denominacji czyt. nie możemy ręczyć, że każdy człowiek będący w kościele (denominacja), należy do Chrystusa. I tutaj pełna zgoda między nami. Stwierdził on także, że nie należy uogólniać – tzn. nie należy oceniać całej denominacji przez pryzmat (jak to powiedział) paru kwiatków.

Też pełna zgoda – jednak z pewnym zastrzeżeniem. Stwierdzenie, że w KZ zdarzają się takie kwiatki (zakładamy że jest ich mało), wcale nie oznacza że fundament wiary (pomijam 5 x Sola, ale do tego też się odniosę) jest dobry. W tym przypadku należy sięgnąć do historii:

1. Kto stoi za „utworzeniem” oddzielnej denominacji?

2. Czy nowy odłam miał się wyróżniać od już istniejących?

Ad.1 Oczywiście jak pewnie wiemy, za denominacją KZ stoi Charles Parham. Nie będę tutaj przytaczał historii Jego życia, ale na pewno nie jest to postać z czystą kartą. Nie wiem czy wszyscy zdają sobie sprawę, ale był on posądzany i przyłapywany na kontaktach seksualnych z dużo młodszym partnerem. A to moim zdaniem już świadczy o tym, że coś jest nie tak.

Ad.2 Nowy odłam miał się odróżniać (i dalej jest ogromny nacisk na to) Chrztem w Duchu Świętym. Wynikiem chrztu, miało być mówienie językami. Pozwólcie że przytoczę pewne zdanie:

Pierwsi zielonoświątkowcy, Charles Parham i szkoła w Topece, w Kansas, wiedzieli, że w Nowym Testamencie mowa jest tylko o jednym rodzaju języków i wierzyli, że był to istniejący ludzki język. Wysyłali oni po świecie misjonarzy, którzy nie ukończyli żadnej szkoły językowej, ponieważ byli przekonani, że skoro tylko pojawią się na polu misyjnym, Bóg w cudowny sposób obdarzy ich umiejętnością mówienia językiem ludzi, którym zamierzali służyć. Wracali rozczarowani, ponieważ nic takiego nie miało miejsca. Charyzmatyczni autorzy, tacy jak Jack Hayford i David Moore przyznają, że niestety, ale idea ksenoglosji, t.j. języków obcych, okazała się być żenującą porażką, ponieważ zielonoświątkowi misjonarze nie byli rozumiani przez swoich słuchaczy na polu misyjnym.”

Nathan Busenitz, Charismatic Counterfeits

Dziś natomiast wiemy jak jest z „tymi” językami:

1. Tłumaczy się je w dwojaki sposób:

a) Zapomniany język dawnych ludów ( i takim podobno posługuje się 500mln charyzmatyków)

b) Mowa, którą Bóg tylko zrozumie (tłumaczenie rzekomymi językami anielskimi z hymnu o miłości)

O ile odnośnie punktu a), możemy się odnieść do Dziejów Apostolskich roz. 2, gdzie mowa o zrozumiałym języku, zrozumiałej treści i przesłaniu. Nie ma tutaj „bełkotu”.

(6) gdy więc powstał ten szum, zgromadził się tłum i zatrwożył się, bo każdy słyszał ich mówiących w swoim języku. (7) I zdumieli się, i dziwili, mówiąc: Czyż oto wszyscy ci, którzy mówią, nie są Galilejczykami? (8) Jakże więc to jest, że słyszymy, każdy z nas, swój własny język, w którym urodziliśmy się? (9) Partowie i Medowie, i Elamici, i mieszkańcy Mezopotamii, Judei i Kapadocji, Pontu i Azji, (10) Frygii i Pamfilii, Egiptu i części Libii, położonej obok Cyreny, i przychodnie rzymscy, (11) zarówno Żydzi jak prozelici, Kreteńczycy i Arabowie – słyszymy ich, jak w naszych językach głoszą wielkie dzieła Boże.

O tyle w punkcie b) charyzmatycy powołują się na 1 Kor 13,1 – „języki anielskie”

(1) Choćbym mówił językami ludzkimi i anielskimi, a miłości bym nie miał, byłbym miedzią dźwięczącą lub cymbałem brzmiącym.

Na potwierdzenie, że język anielski nie jest bełkotem, możemy przytoczyć szereg wersetów i zdarzeń czy to z Nowego Testamentu czy Starego Testamentu. Za każdym razem, gdy anioł przychodził do człowieka z przekazem od Boga, nie mamrotał tylko mówił dla niego językiem czyt. mówi zrozumiałym językiem, zawierającym słowa, pełne zdania, gramatykę i fonetykę.

Do tego należy pamiętać, że charyzmatycy (niestety) podważają 5 x Sola. Ktoś w tym momencie może zaprotestować, ale jednym z punktów jest Sola Scriptura czyli Tylko Pismo. Jeżeli dopuszcza się dodatkowe objawienia to w tym momencie wychodzi się poza kanon. Trzeba mieć tego pełną świadomość. Te dodatkowe „objawienia” nie są zawarte na kartach Pisma Świętego i traktowanie ich jako objawienie od Boga jest grzechem.

Można tutaj przytoczyć Fragment:

A kto prorokuje, mówi do ludzi ku zbudowaniu i napomnieniu, i pocieszeniu. 1 List do Koryntian 14:3

Marcin Garbulski słusznie zauważa

Skoro zasadniczym celem proroctwa jest napomnienie, pocieszenie i zbudowanie, to każda wypowiedź wierzącego, prowadzonego Duchem Świętym, który napomina, pociesza lub buduje na podstawie Słowa Bożegomoże i powinna być potraktowana jako proroctwo…. Zasadniczą rolę proroctwa powinno mieć każde kazanie. Natomiast nauczanie, że proroctwo może zawierać jakąkolwiek treść (wiedzę), której nie znajdziemy w Piśmie, jest już herezją i podważaniem Sola Scriptura.

Tak więc i w tym przypadku fundament ruchu charyzmatycznego zostaje poważnie nadszarpnięty z powodu niezgodności z Sola Scriptura. Trzeba mieć tego pełną świadomość. I ostatnim ważnym punktem na którym bazuje charyzmatycy odłam jest utracalność zbawienia. Przytoczę wypowiedź Czesława Bassary, jako wyjaśnienie tej kwestii:

Niektórzy swoje wątpliwości wyrażają następująco: Jeśli nauka o wiecznym zachowaniu zbawionych jest prawdziwa, to czy wobec tego pewni ludzie nie powiedzą: „Możemy żyć tak, jak nam się podoba?” Przenigdy! Człowiek zbawiony żyje dla swojego Zbawiciela! Tym różni się od człowieka, który nadal żyje w grzechu i w ten sposób żyje dla diabła. Człowiek zbawiony otrzymał od Boga moc, która sprawia, że już więcej nie trwa w grzechu, ale w łasce Pana Jezusa. Cieszy się nowym życiem!

Nauka o nieutracalności zbawienia, nie ma za zadanie rozleniwić chrześcijan, tak jak to twierdzą głosiciele utracalności – Mogą teraz grzeszyć do woli. Jeżeli taka jest ich postawa, to wtedy mamy do czynienia z nieodrodzonym człowiekiem, czyli takim, który nie wydaje owoców. Przytoczę jeszcze jedną wypowiedź:

Człowiek, który jest zbawiony nie chce grzeszyć – bo został w akcie zbawienia zapoznany ze swym prawdziwym stanem i nie chce w nim być – bo zbawienie skutkuje pragnieniem „bycia z Bogiem” i „ucieczkę” od swej starej natury. Dlatego – drogi czytelniku, nie powtarzaj argumentu o tym, że „raz zbawiony” może teraz grzeszyć do woli. Bo to może oznaczać, że nie rozumiesz natury zbawienia i natury przemiany, jaką Bóg dokonuje w człowieku.

Pomijam już oczywiste zielonoświątkowe herezje, takie jak posiadanie przez chrześcijanina demona w sobie, przekleństwo pokoleniowe, czy powodzenie finansowe dla tych którzy wystarczająco mocno uwierzą, czy też przypisywanie sobie daru uzdrawiania równemu darowi apostolskiemu. Ale także i na tych czterech w skrócie wymienionych przykładach swój fundament niestety opiera ruch charyzmatyczny.

Podsumowanie

Powyższe rozważanie nie ma na celu obrazić czy wykpić ludzi należących do ruchów charyzmatycznych. Zdajemy sobie doskonale sprawę, że i w tym ruchu, w tym odłamie są ludzie szczerze wierzący w zbawcze dzieło Pana na krzyżu. Jednak tego samego nie możemy odmówić ludziom, którzy należą do Kościoła Rzymsko Katolickiego. Wierzymy, że tam także są ludzie ze szczerym sercem dla Chrystusa. Jednak ani w przypadku charyzmatyków, ani w przypadku katolików nie może być mowy o dobrym fundamencie wiary. Ani o dobrej wykładni Słowa. Stwierdzam to z wielkim bólem.