Ostatnio usłyszałem pewne pytanie zadane mi w miejscu publicznym: „Maciej, czy Jezus Cię kocha?” (Pytanie zadane z lekką dozą kpiny i wyśmiania)

Bardzo pewnym tonem i z pełnym przekonaniem i powagą odpowiedziałem: „Cały czas i bez przerwy!”

A mnie nie kocha” – odparł mój rozmówca twardo i z sarkazmem.

Zapytałem więc z pełną powagą: „A skąd wiesz czy kiedykolwiek Cię kochał?”

W Ksiedze Psalmów czytamy:

Psalm 29:2 „Przyznajcie Panu chwałę Jego imienia, na świętym dziedzińcu uwielbiajcie Pana!”

Żyjemy w środowisku gdzie mowa o chrześcijańskim Bogu przyprawia o mdłości. Chrześcijański Bóg jest tak oklepaną historią, jak piosenki dla dzieci: „Wlazł kotek na plotek” czy też „Była sobie żabka mała”. Na takiej płaszczyźnie powagi ludzie dziś stawiają Boga w którego rzekomo wierzą. Bóg stał się dla nich pewnym wyobrażeniem, jakże mylnym.

1.Bóg to dla nich gość od święta. Przypominają sobie o Nim, a może nie o nim, ale karpie w czasie świat, lub w momencie wiosny gdzie trzeba iść pokropić jajka w koszyczku. Bóg dziś nie jest wart więcej niż ten karp i te jajka

2. Bóg to kościół. Jeżeli obraz kościoła to liczne skandale społeczne, pedofilia, homoseksualizm i pranie brudnych pieniędzy, to jaki musi być Bóg że na to pozwala. Odpowiedzi są zazwyczaj dwie. Albo ten Bóg nie widzi w tym nic złego i toleruje przejawy sodomii w swoim kościele, lub po prostu nie istnieje

Tak czy inaczej, biorąc pod uwagę wariant, że jednak gdzieś na chmurze siedzi jakiś dziadek z brodą, lepiej dla nas, czasami sobie o nim przypomnieć i dać Mu poczuć, że nie mamy Go „do końca” gdzieś. Lepiej coś zrobić i mieć święty spokój, niż potem słuchać że sie nic nie zrobiło.

Takie jest myślenie dzisiejszych katolików.

Często wzywa się Boga, bo tak się mówi, bo tak jest przyjęte w kulturze – jednocześnie twierdząc, że powiedzenie:

O Boże” – nic nie znaczy.

W Biblii czytamy:

2 Mojż. 20:7 „Nie nadużywaj imienia Pana, Boga twojego, gdyż Pan nie zostawi bez kary tego, który nadużywa imienia jego.”

3 Mojż. 22:31-33 „Będziecie przestrzegać przykazań moich i wypełniać je. Jam jest Pan. (32) Nie będziecie bezcześcić świętego imienia mojego, abym był uświęcony pośród synów izraelskich; Jam jest Pan, który was uświęcam, (33) który was wyprowadziłem z ziemi egipskiej, aby być waszym Bogiem; Jam jest Pan.”

Protestanci nie są lepsi.

Nauka o zbawieniu z łaski przysporzyła tyle samo plusów (dobrze zrozumiana) co minusów (źle zrozumiana) i nie jest to wina planu Bożego, ale człowieka, który stał się jak ten nienarodzony z góry katolik. Dlaczego tak się dzieje?

1. Brak nauki o upamiętaniu. Ludzi dorosłych chrzci się tak samo jak niemowlęta w KRK tłumacząc, że są to osoby świadome. Lecz tak naprawdę jedyną różnicą jest wiek. Pytanie czy dorosła osoba jest nie tyle świadoma wejścia do wody, ale czy jest świadoma tego, co będzie po wyjściu z wody. Czy ktoś jej wcześniej powiedział o żalu za grzechy? O tym że nie od nas zależy zbawienie i co najważniejsze – nie zasługujesz na zbawienie ani trochę? Ja tego dziś nie słyszę.

2. Powiązania rodzinne. Wchodzimy tutaj w temat „tradycji protestanckiej”. Mój ojciec był protestantem, matka także, wiec i ja będę. Ale co z tego wynika? Młodzież niczym się nie różni w wielu przypadkach z młodzieżą ze świata. Imprezy, picie alkoholu czy wchodzenie w związku z osobami ze świata. Nic nas dziś nie odróżnia. Lecz rację ma stare chrześcijańskie powiedzenie „Bóg nie ma wnuków”. Bóg ma tylko dzieci. Każde pokolenie musi nawrócić się na nowo. Zbawienia się nie dziedziczy.

3. Brak odpowiedniego prowadzenia i wzorca w pastorach czy starszych zboru. Dziś słyszę nie raz – jestem za prawem wyboru (odnośnie czarnego poniedziałku i walki o prawo do aborcji czyli zabijanie niewinnych dzieci). Mówi to osoba która jest starszym zboru jednego z największych kościołów protestanckich w Polsce. Widzę dziś jak pastorzy okręgowi zamiast głosić ewangelię popierają działalności KODu, zamieszczając informacje polityczne na swoich profilach na Facebooku. To samo widzę w postawie innego starszego, który swoje dziecko (chłopiec około 13 lat) naucza nienawiści do rządzących i wpaja mu jakoby w Polsce była podobna sytuacja jaka miała miejsce w faszystowskich Niemczech. Wszystko powyższe pokazuje, że granica między tymi, których nazywamy „światem” coraz bardziej się zaciera z tymi, którzy mówią o sobie „nowonarodzeni”. Wynika to z bardzo pobłażliwego podejścia do Wszechmocnego Boga. Bóg dla świata stał problemem, ewentualnie dodatkiem.

W Biblii czytamy:

Psalm 86:9-11 (9) Wszystkie narody, któreś Ty stworzył, Przyjdą i kłaniać się będą tobie, Panie, I wielbić imię twoje. (10) Boś Ty wielki i czynisz cuda: Ty jedynie jesteś Bogiem. (11) Wskaż mi, Panie, drogę swoją, Bym postępował w prawdzie twojej; Spraw, by serce moje jednego tylko pragnęło, bojaźni imienia twego!

Dla protestantów Bóg stał się pewną formą rozrywki.

Dlaczego piszę o tym, że Bóg dla nas stal się rozrywką? Ponieważ patrząc na społeczności charyzmatyczne nie można odnieść innego wrażenia. Widzimy tam Boga stojącego w samym centrum lunaparku. Jest On dawcą zabawy. Organizuje świetny show. Można się przy tym świetnie bawić, co najważniejsze – bez wspominania o grzechu.

Dla innych stał Bóg się zapewnieniem rozrywki. Zbór to ludzie, a ludzie to rozmowy i miłe spędzanie czasu. Nie ma w tym nic złego, poza jednym: „Po co ja tam chodzę?”

Darmowe ciasto czy kawa nie jednego skusiły i stały się powodem, dla którego bywamy na grupach domowych czy nabożeństwach. Bóg dał wypełnienie czasu, nie stając się przy tym centralna postacią – ale kimś, kto sprzedaje bilety na przedstawienie w miłym gronie, które oferuje darmowe jedzenie.

Gwoli otrzeźwienia ciastożerców i kawożłopów

Nie tak dawno, Państwo Islamskie zamordowało 50 mężczyzn przez poderzniecie gardła lub strzał w tył głowy. Przed śmiercią zapytano ich czy wyrzekają się Chrystusa. Żaden z nich nawet nie drgnął. Po tym zbiorowym morderstwie, matki zamordowanych napisały list publikując go w Internecie. Pisały tam:

Jest nam bardzo przykro, że do tego doszło. Nosimy w sobie duży żal i smutek. Mimo to, jesteśmy bardzo zbudowane tym na jakich ludzi wychowałyśmy naszych synów. I że pewnego dnia już się spotkamy wszyscy razem u Ojca w niebie.”

Jest to skrajny przypadek, ale jak szalenie potrzebny w obecnej sytuacji. Ludzie na świecie oddają swoje życie dla Chrystusa. My natomiast zastanawiamy się, czy chrześcijaństwo nam się opłaci. Wszystko przeliczamy. Ofiara Chrystusa na krzyżu stała się dla nas oczywista. Stała się tak oczywista, że traktujemy ją w sposób formalny, coś co nam się należy. Ewentualnie coś co dostaliśmy w prezencie. Czy to ludzie ze świata, czy też ludzie mówiący o sobie „nowonarodzeni”, ofiara Chrystusa nie ma dla nich żadnego znaczenia, jeżeli ich stosunek do Ojca jest obojętny, śmierć na krzyżu traktowana jest jako historyczny fakt, coś co się kiedyś wydarzyło.

Jest napisane:

Łuk. 18:8 „..Czy jednak Syn Człowieczy znajdzie wiarę na ziemi, gdy przyjdzie?”

Warto się zastanowić czy czasami – my protestanci, w którymś momencie naszej drogi z Chrystusem, nie staliśmy się obojętni jak świat który woła z sarkazmem:

Jezus mnie nie kocha”

Skąd wiesz, czy kiedykolwiek Cię kochał?