Katoliccy teologowie bardzo często w kwestii pośrednictwa Maryi, powołują się na jeden fragment Biblijny. Mowa jest o wydarzeniu w Kanie, gdzie Jezus przebywał ze swoimi uczniami.

Fragment z Ewangelii Jana:

A trzeciego dnia odbywało się wesele w Kanie Galilejskiej i była tam matka Jezusa.
 2  Zaproszono na to wesele także Jezusa i jego uczniów.
 3  A gdy zabrakło wina, matka Jezusa powiedziała do niego: Nie mają wina.
 4  Jezus jej odpowiedział: Co ja mam z tobą, kobieto? Jeszcze nie nadeszła moja godzina.
 5  Jego matka powiedziała do sług: Zróbcie wszystko, co wam powie.
 6  A było tam sześć stągwi kamiennych, postawionych według żydowskiego zwyczaju oczyszczenia, mieszczących każda dwa albo trzy wiadra.
 7  Jezus im powiedział: Napełnijcie te stągwie wodą. I napełnili je aż po brzegi.
 8  Wtedy powiedział do nich: Zaczerpnijcie teraz i zanieście przełożonemu wesela. I zanieśli.
 9  A gdy przełożony wesela skosztował wody, która stała się winem…

Ewangelia Jana 2,1-9

Błędna interpretacja

Katolicy powołując się na fragment Biblijny z Ewangelii Jana, starają się udowodnić pośrednictwo Maryi do jej syna.
Czyli aby dostać się do syna, trzeba najpierw przez Jego matkę zanieść prośby.
Taka nauka płynie z różnorakich wizji, w których zjawa udająca matkę Jezusa, oficjalnie tłumaczy swoje pośrednictwo do Zbawiciela.

Fragment Biblijny

Co wynika z fragmentu? Rozkładając go na części pierwsze można zauważyć, że teza głoszona przez katolickich nauczycieli jest błędna. Można nawet wywrzeć wrażenie, że sytuacja jest całkowicie odmienna, od tej którą sami bronią.

Jak czytamy Jezus udał się z uczniami na ucztę weselna. W trzecim wersecie czytamy:

3  A gdy zabrakło wina, matka Jezusa powiedziała do niego: Nie mają wina.

Zauważmy, że nikt nie udał się do Maryi i nie powiadomił jej, że zabrakło wina. Nie ma tego w tekście. Zatem opierając się o ten fragment i głosząc, że jest ona pośrednikiem do syna jest kłamstwem. Maria zorientowała się, że skończyło się wino.
Powiedziała o tym swojemu synowi. Być może usłyszała to i przekazała informację dalej, a być może wszyscy to usłyszeli, a ona to powtórzyła. Nie ma to jednak żadnego większego znaczenia, ponieważ nie mamy w tym fragmencie żadnego pośrednictwa.
Można nawet powiedzieć, że mamy pewną natarczywość lub zajmowanie się nie swoimi sprawami.

Skąd taki pogląd?
Przeczytajmy kolejny werset:

4  Jezus jej odpowiedział: Co ja mam z tobą, kobieto? Jeszcze nie nadeszła moja godzina.

Czy Jezus posłuchał swojej matki? Czy zorganizował wino? Czy wysłał swoich uczniów po wino? Czy w jakikolwiek sposób zajął się tematem, przekazanym mu przez matkę?
Absolutnie nie. Można powiedzieć więcej.
Nawet nie wysłuchał jej prośby – obojętnie jaka by ona była, w tym przypadku.

Co ja mam z tobą kobieto?

Można powiedzieć, że sytuacja w której znalazł sie Jezus wywołała w nim zniechęcenie. Pewną bezsilność na zawracanie uwagi, przez Jego matkę.
Dodał na końcu – jeszcze nie nadeszła moja godzina.
To jeszcze nie ta godzina, a ty wymagasz ode mnie działania kobieto.
Tak to można odczytać.

Jako kobietę, która zajęła się nie swoim tematem, nie swoim problemem, nie swoim zawinieniem i stara się w to wciągnąć syna, który ma coś w tej sytuacji zrobić.

Mimo wszystko, matka nie usłuchała Syna i Jego prośby i powiedziała do sług:

 5  Jego matka powiedziała do sług: Zróbcie wszystko, co wam powie.

Jak wiemy, woda zamieniła się w wino. Dokonał się cud w Kanie, a ci co wiedzieli że w stagwiach była woda – doświadczyli cudu.

Czego uczy nas ta historia?

Na pewno nie można powiedzieć, że Maria w tym fragmencie była pośrednikiem do Syna. Wręcz przeciwnie. Nie usłuchała ona swojego syna i mimo to przysłała do Niego sługi weselne. Cud się dokonał, można być tego pewnym, jednak ta historia absolutnie nie pokazuje, że jest ona pośrednikiem.
Spierajac się z katolikami, można jednak wskazać na pewien element, na który oni nie wskazują.
Warto jednak spojrzeć, że matka wysłała sługi bezpośrednio do Syna, czyli nie była ona lekarstwem dla nich. Nie mogła im w niczym pomoc.
To nam pokazuje, że odbierając ten fragment i postawę Maryi w sposób pozytywny – widzimy jej wskazanie na Syna, a nie na siebie samą.